sobota, 31 października 2009

WC!

Przeprowadza się. Za jakieś 2 tygodnie będzie bezpieczniej i buty nie będą otoczone błotem. Tak - w tym mieście jest błoto - tam jest. Dziwna atmosfera w "starym" miejscu. Ludzie zamilkli na jakieś 3 godziny, kiedy ich poinformowała, że chce się wyprowadzić. Potem udzieliła wywiadu: "dlaczego, po co, na co, jak to?". O mały włos ktoś nie rzucił nią telefonem komórkowym, żeby podać jej numer do właścicieli mieszkania. Fajne uczucie, nie ma co. Kolejne doświadczenie. Dobrze, że wtedy on był "dostępny", to jakoś pomógł jej przetrwać i jakoś podtrzymał na duchu, a ona dzięki temu potrafiła utrzymać nerwy na wodzy.

Nie mówi, że się nie boi, bo boi się. Nowa sytuacja, nowi ludzie, nowe miejsce. Ma nadzieję, że będzie lepiej, bezpieczniej, że to otworzy jej jakieś możliwości, niemalże niczym okno na świat. Co prawda wracając na mieszkanie nie będzie miała rówieśników, tylko dorosłą kobietę, ale nie wygląda, by było źle. Czekają ją nowe obowiązki, ale za to dach nad głową w korzystnej cenie. Jeśli dostanie stypendium będzie właściwie niezależna finansowo od rodziców. To wszytko stało się tak nagle, decyzja nie była łatwa, ale jednak podjęta "na przeprowadzkę". Ciekawe, jak tam będzie... Czy podoła? Co wyjdzie z jej planów, o których dokładnie wie... tylko on!? Innym coś tam wspominała, ale jakoś nigdy nie było czasu.

Magda postanowiła się odchudzać, żeby widzieć efekty robienia czegoś dla siebie. Muszę przyznać, że chyba nie wpadłabym na tak proste rozwiązanie, w sensie naocznej zauważalności efektów. Na studiach ciągle się coś je, wbrew pozorom Powroty domu to swoisty detoks od pierdół do jedzenia. Ale nie zaprzecza to faktom o "biednych studentach", bo właśnie dzięki takiemu jedzeniu zaspokajają podstawowe potrzeby żywieniowe;), w miarę niewygórowanej cenie.

Zaskoczyło ją, kiedy zobaczyła, kto obserwuję jej bloga:). Sam Pan Marcin;) - witam Pana, miło mi;).

Cejrowski w Krakowie w Auditorium Maximum:D. Idziemy z Magdą, co raczej można zaliczyć do rzeczy oczywistych. A nawet jeśli by ktoś miał jakieś wątpliwości, to decyzja już została podjęta i ja nie dopuszczam do siebie myśli, że mogłoby nas tam nie być:P. Teraz czekamy na udostępnienie biletów i wydając jedyne 35 zł spędzimy cudowne, gorące:P 3 godziny (wedle zapowiedzi) w jakimś ciepłym, żeby nie napisać "gorącym" miejscu, a tam gdzieś za ściana już pewnie będzie poniżej zera;). mmm... cudnie... Tyle tylko, że trzeba będzie się przenieść podczas opowieści w nieznany nam świat z otwartymi oczami, żeby nie umknęło nic ważnego:P. Już się nie mogę doczekać:D. Oby tylko udało nam się zdobyć bilety na jakieś dobre miejsce - byłoby idealne;).

Coś jeszcze? yyy... to może potem, bo teraz znikam:P

niedziela, 25 października 2009

zagryzione zęby

Kiedy wracam zaczynam tęsknić. Tylko to nie jest tęsknota pojawiająca się tam. Ta tęsknota nasila się tutaj, kiedy wracam do domu. Kiedy tu wracam nie potrafię przestać o nim myśleć. Przecież nie można tęsknić za kimś, kogo się nigdy nie miało! Przecież tego nawet nie można nazwać tęsknotą!

Ej, Ty! Dlaczego śnisz mi się od tygodnia?! Ej, Ty! Po co śnisz mi się co noc w takich dziwnych sytuacjach?! Ej, Ty! Przecież nie pasujesz do tych wszystkich sennych sytuacji, więc co tam robisz?! Co się dzieje?! O co chodzi?! NIE ROZUMIEM!!!

Ile jeszcze minie czasu zanim udowodni sobie, to czego chce? Ile jeszcze minie czasu zanim zrozumie? Tylko, czy tutaj jest coś do rozumienia? Potrzebuje pomocy, potrzebuje rozmowy. Takiej rozmowy, podczas której poczuje pracę własnego mózgu, takiej w której będzie to "coś", czego tak usilnie szuka. Dlaczego zagryza zęby - nie wie. Mogłaby przecież powiedzieć wprost o co jej chodzi, bo może ktoś nie dostrzega tego, co ona. Mogłaby... jednak tego nie robi... Nie chce? Na coś czeka. Sama nie wie na co i na siebie się wścieka.

Zaufać. Tak... chciałaby, a czuje, że już nie będzie potrafić, że już jakby wykorzystała cały przeznaczony dla niej limit. Nawet nie potrafi tego wyjaśnić. Jedna osoba to wszystko rozumiała... jedna, z którą nie rozmawia... bo... czeka?! GŁUPIA!

wtorek, 20 października 2009

ryż

Próba zrozumienia macierzy na etapie połowiczności. Oj, żeby to chociaż było w takim stopniu... Doznaję ogólnego zaćmienia umysłu. Przestawiłam się na jakieś australijskie funkcjonowanie. Najlepiej czuję się z książkami nocą (wtedy w Australii jest dzień). Mogłabym nocą siedzieć, mogłabym czytać, szukać, odkrywać, mogłabym wtedy robić mnóstwo rzeczy... Jednak świadomość porannego przebudzenia mnie przeraża. Kończę więc naukę ze świadomością niewielkiego zwiększenia zasobu swojej wiedzy i wizji tradycyjnego już niewyspania kolejnego dnia. I codziennie zataczam koło: chodzę późno spać, wcześnie się budzę i co rano zastanawiam się, dlaczego ten budzik JUŻ dzwoni... Naprawdę lepiej czuję się nocą. Wtedy jest jakoś łatwiej, ze wszystkim. Wtedy jakoś przyjemnie się myśli;). Zaczęłam już funkcjonować na kawach. Sukcesywnie rozpoczęłam wypłukiwać magnez z organizmu. Taki styl życia podobno prowadzić może do zawału i przedwczesnej śmierci. Co prawda to raczej w moim przypadku początkowe stadium, ale jednak zawsze jakiś zalążek... Podobno facetom służy taki styl życia i stosunkowo krótki sen, kobiety niestety sukcesywnie zabija... no właśnie...

Czegoś jej brakuje, nie potrafi tego nazwać. Czyżby tęskniła za czymś, czego nigdy nie miała? Istnieje w ogóle taki rodzaj tęsknoty? Zastanawia się nad wieloma aspektami, nad sensem wielu spraw, znajomości, rozmów... Nie potrafi znaleźć satysfakcjonujących ją odpowiedzi. To takie trudne... Trywialne? - bardzo możliwe...

Nieprzyzwyczajona do takiej ilości przekleństw. Pierwszy raz spotkała kogoś takiego w swoim życiu (nie mów jej teraz, że to dlatego, że każdy jest inny, bo to akurat wie - generalizuje). Dokonywanie ogromnej selekcji wypowiedzi nowego znajomego - selekcji prowadzącej do wyrzucenia "ozdobników" bywa męczące:P. To też trudno jej zrozumieć. Chciałaby wiedzieć, dlaczego tak się dzieje. Dlaczego ludzie "wsadzają" miażdżące uszy słowa właściwie w co drugi/trzeci wypowiadany wyraz. Nic nie powiedziała. Przeszkadzało jej to okropnie, a jednak słuchała. Sama nie wie dlaczego nie potrafiła nic powiedzieć, zareagować, poprosić o to, by to mówiący dokonał selekcji wypowiadanych wyrazów oszczędzając pracy słuchaczowi.

Miała nie ufać facetom. Chciała dziś zrobić wyjątek. Zabrało jej to więcej czasu niż się spodziewała. W rezultacie zamiast wracać do domu jakieś 40 minut wracała z nimi ponad godzinę. (tak widocznie wyglądają skróty w męskim wykonaniu:P). Nie, nie ma uprzedzeń do tej płci. Podobno faceci maja dobrą orientację w terenie... dziś przekonała się, że niekoniecznie:). Ale gdyby nie poświęciła swojego czasu na dłuższy powrót do domu, nie dostałaby darmowych ryżów na mleku, plastikowej łyżeczki i podkładki pod filiżankę;). Takie poświęcenia zawsze się na coś przydają. Choćby na wyciągnięcie jakichś wewnętrznych wniosków, usłyszenia "powodzenia" i może jakiegoś "cześć" kiedyś na korytarzu.

Nowy znajomy nie dbał o to, jak ma na imię, nie pytał, może lepiej - oni chyba totalnie nie przywiązują uwagi do takich błahych? spraw. Opowiedział im trochę swojego życia. W końcu jakby nie było spędzili ze sobą trochę dnia. Miał dziewczynę rok temu. Nie poleca związków na odległość. Są zbyt męczące. Jeździł do niej bardzo często - teraz ma spokój, czasem się spotykają, pogadają jak kuple. Nie ma to jak szczerość "spokoju" z ust faceta;). Wyzuła, że jakoś go zaintrygowała? Zaczął się jej jakoś tłumaczyć z tematów, które podejmował. buhahaha

Gratisowy ryż bardzo smaczny muszę przyznać. Nowa pyta happysad pozytywnie oceniona, aczkolwiek w otaczającym nastroju dziwnie odczytywana. Lubi takie inteligentne teksty. Lubi wyrażenia, które skłaniają ją do myślenia.

sobota, 17 października 2009

jest czas?

W autobusie jakiś pan usiadł obok niej. Wstał, spojrzał na nią, zapytał, czy wolne, bo się jakoś tak rozpanoszył. Odpowiedziała, że tak. Siedzieli obok siebie. On rozmawiał z jakimś kolegą siedzącym na przeciw. Wysiadając powiedział jej "dobranoc". Zdziwiła się, że są jeszcze tacy ludzie, nadal wyczuwa to zaskoczenie.

Powroty do domu za każdym razem inne. Wczoraj opuszczała to miasto ze świadomością, że chce tam wrócić. Upajała się widokiem ulic nocą, mieniących się w szybach autobusu świateł samochodów połyskujących w mokrej od deszczu jezdni. Kiedy wróci, śniegu już tam na pewno nie będzie. Tak, tak... śniegu! Bo otóż chyba od tygodnia mamy śnieg w namacalnej postaci. Swoją drogą kombinowanie letnio - jesiennych ubrań na wersję zimową wyzwala w człowieku różne twórcze konwencje:P. Te braki w garderobie zmusiły ją jednak do powrotu do domu. Kiedy już zaopatrzy się w cieplutką wersję, pogoda zapewne wróci do łask i sypnie słońcem;).

Przełamała się. Jakoś ogólnie lepiej się tam czuje. Ten ostatni weekend spędzony w Krakowie zapewne musiał czymś zaowocować:). Cierpi tylko na zapominanie imion nowopoznanych osób z czym usilnie próbuje walczyć.

Nadal oficjalnie niezintegrowana, ale wierzy, że wszystko i tak nastąpi w odpowiednim momencie, a ludźmi nie ma się za bardzo co przejmować, bo większość nami się nie przejmuje.

Gdyby z kimś była nie odczuwałaby takiego zimna. Wiedziałaby, że może i ma się do kogo przytulić, że ma z kim dokonać bilansu cieplnego. A tak? Czeka ją czasem kilka warstw swetrów, wieczne pamiętanie o rękawiczkach, parasolu, własnoręczne robienie herbaty i świadomość, że nikt nie napisze...

A on nie ma czasu... Momentami bardzo potrzebuje rozmowy z kimś, z kim się nie pokłóci i mogłaby pozwolić sobie na niedopowiadanie myśli, ale wie, że nie może się narzucać... Nie chce się narzucać... Ma mu to powiedzieć? A może właśnie powinno być tak, jak jest. Może tak jest lepiej?

Trzeba zacząć się uczyć. Zaopatrzona w większość książek z brakującym "tylko" natchnieniem. Coś trzeba zacząć robić, by nie odczuwać własnej głupoty i móc rozumieć "o czym do mnie mówisz".

Chciałabym być mądrym człowiekiem...

klik

poniedziałek, 12 października 2009

poniedziałkowo

Podstawy filozofii... ekhm... Wyczuwam silną potrzebę nauki spania z otwartymi oczami:P Myślałam, że to ja rozpamiętuję wszystko nadmiernie i roztrząsam większość spraw na czynniki pierwsze (niepotrzebnie). W obliczu dzisiejszych ćwiczeń doszłam do wniosku, że ze mną jest wszystko w jak najlepszym porządku. Tłumaczenie, czy też próba wytłumaczenia rzeczy oczywistych jest... hmm... nudna? Być może. Sama nie wiem... dziś akurat mnie to nudziło. Może jestem za głupia na takie myślenie, takie analizowanie, dostrzeganie przykładów, zrozumienie. Problem identyczności i 1,5 godziny i w moim przypadku żadnych konkretnych wniosków - nic nowego to nie wniosło. Nie wiem... może to tylko dziś takie wrażenie;)

Ludzie - tacy jacyś... Dziś znów, jakby każdy sobie, jakby każdy w innym świecie. Już nie wiem - to ze mną coś nie tak, czy wszędzie jest tak samo? Nie potrafię się zafascynować jakąś osobą. Już za późno na integrację? Sama nie wiem...

Myślisz, że za późno? Myślisz, że będzie lepiej? Jak będzie?

piątek, 9 października 2009

tęsknota?

Lubię to miasto nocą. Kraków nocą... mmm... mogłabym tak siedzieć i nawet marznąć na przystanku, gdziekolwiek. Jeszcze dziś te gwiazdy. Ta romantyczność przytłacza. Czasem tak ciężko samej, czasem tak bardzo bym chciała...

Kartki z napisami, które chciałabym kiedyś dostać. Chciałabym ulec szaleństwu. Czasem tak bardzo bym chciała. Tutaj byłoby idealnie będąc z kimś. Z kimś, kto zrozumiałby milczenie, kto usiadłby patrząc w tą samą stronę i oddał się wspólnemu milczeniu. Mógłby też patrzeć w inną stronę, byleby dało to poczucie wspólnego milczenia.

Sprawdziła w necie, czy może kupić książkę. Poszła do tej księgarni, a książki w ogóle tam nie ma. Głupia? Idiotka?

Nie rozumie ludzi długo rozmawiających przez telefon na tematy, które można zawrzeć w kilku zdaniach. Zła na nieumiejętność zauważania oszczędności wśród jej znajomych. Czy ona jest za bardzo wyliczona? Dlaczego nie potrafi tego zrozumieć? Co w niej jest nie tak? Czy kiedykolwiek spotka kogoś, kto będzie dla niej, tak jak ona sobie to wyobraża?

Czuje, że mogłaby żyć w świecie wzajemności, kiedy każdy coś od siebie daje, nie oczekując ogromnej wdzięczności; w świecie, gdzie większość rzeczy byłaby wspólna, gdzie rozmowa z nieznajomym człowiekiem nie byłaby "dziwna". Utopia?

Można tęsknić za kimś, kogo się nigdy tak naprawdę nie "miało"?

środa, 7 października 2009

"Zapraszamy na chaos Twoich spraw"

Poszukiwania podręczników trwają. Dylemat, czy aby da się funkcjonować karmiąc się wyłącznie wiedzą. Może lepiej jednak zadbać o swój żołądek... W zasadzie życie "na sępa" podświadomie jakoś mi wychodzi. Co ja poradzę, że ludzie dzielą się ze mną jedzeniem. W wersji poglądu, że jedzenia się nie odmawia i na jedzenie zawsze i wszędzie, to raczej normalne:P.

Nocna eskapada po internecie w poszukiwaniu antykwariatów. Lista na dzisiejszy "wypad" na miasto;) oj dłuuuga... Mapa? Oj tak! Zastanawiam się tylko ile ona ze mną przeżyje... Wczoraj biedaczka została sama w teczce, a ja intuicyjnie się nie zgubiłam.

Zdruzgotana faktem braku działów matematycznych w księgarniach. Matematyka jako matka wszystkich nauk, a podręczniki do niej są we wszelkich innych działach... A Ty studencie domyśl się, gdzie masz szukać, bo kiedy zapytasz, to dziwnie na Ciebie popatrzymy... Czy to sygnał, że należy się przenieść na matematykę dla ambitnych, kiedy nigdzie nie ma książki na optymalnym poziomie kierunku, na którym przyszło mi studiować? Pewnie tak... i "może nie będzie aż tak źle".

Nie ulega wątpliwości, że kiedyś trzeba będzie zacząć się uczyć. Pytanie tylko na ile owych pomocy naukowych będzie mnie stać...

Zadanie na najbliższy "za tydzień"? A3 - autoprezentacja. Chyba mam jakiś pomysł... Ale wczorajsza wersja "tabula rasa" wydaje się imponująca. W końcu studia kształtują człowieka, prawda? I to taki jakby ostatni etap na właściwe siebie ukształtowanie na czas prawdziwej dorosłości. Nie, nie... nie będę przesadzać... Wylecieć na początku nie byłoby przyjemne. Ale przynajmniej będę mieć alternatywne wytłumaczenie na puste pola;).

Ogólnie to jakoś mi tak lepiej. Nie jest to stan mega euforii, ale jednak sama w sobie widzę różnicę. Ciekawe jak długo potrwa taki stan. Nie potrafiłam sobie poradzić ze świadomością, bycia schematycznym w zadawaniu pytań z serii: "jak masz na imię? skąd jesteś? gdzie teraz mieszkasz? i jak?". Wiem, wiem... bardzo "mądre" podejście do sprawy, które nadal trwa, ale staram się zagryźć zęby;/.

Pomogły dwie zielone herbaty o smaku morelowym? Herbata jak narkotyk? Niewątpliwie tak zadziałała;)

Mglisty poranek. Przedzierające się słońce. Zapowiada się ładny dzień? Ale w każdym calu? Na pewno? W związku z tym zrealizować wersję w spódnicy? Do 11:00 to już chyba będzie pięknie, ładnie i powabnie;)

Chaos (nie)kontrolowany? Właściwie to dokładnie tak. Może następnym razem będę w stanie uporządkować myśli.



poniedziałek, 5 października 2009

wciąż...

Boi się. Chce do niego napisać i poprosić o pomoc. Wie, że potrafiłby napisać jej coś, co by jej pomogło. Powstrzymuje się w nadziei, że samo przejdzie. Chciałaby poradzić sobie z bezsensem, z niechceniem, z tymi wszystkimi dziwnymi uczuciami, które jej towarzyszą. Trudno jej. Potrzebuje kogoś. Czegoś jej brakuje. Chciałaby potrafić się zaklimatyzować. Nie rozumie, dlaczego tak się czuje. Potrzebuje kogoś, kto potrafiłby jej pomóc. Chciałby tutaj mieć kogoś takiego. Kogoś, kto zrozumiałby jej milczenie, kto razem z nią byłby w stanie usiąść i pomilczeć. Kogoś, kto milcząc rozumiałby wszystko.

Przynudza. Nadużywa słów "bez sensu". Jest na siebie zła. Chciałby potrafić się przekonać, przekonać do samej siebie, do ludzi, których przychodzi jej spotykać. Coś się dzieje. Coś nie tak. Co ma zrobić, by pozbyć się tych myśl? Chciałby... tak bardzo by chciała... dlaczego nie potrafi?

niedziela, 4 października 2009

Huśtawka

Skończyło się...
Zaczęło się...
Nowy etap - nowy blog? Być może właśnie tak. Choć tamten istnieje nadal w wersji utajnionej, bo... tak lepiej? bezpieczniej? być może...

Minęło kilka dni, a jakoś nadal nie potrafi się odnaleźć. Wie co powinna robić, co byłoby dobre, poprawne, ale nie potrafi jakoś się do tego przekonać. Jakby robiła coś wbrew sobie, ale jednak to nie to. I nie chodzi tutaj o zagubienie, o tęsknotę, czy coś w tym stylu. Po prostu, a może i nie po prostu, towarzyszą jej dziwne uczucia. Do tego trudno jej to nazwać. Denerwuje ją taki stan.

Biega. Tak... biega za czasem, życiem, może właśnie ciągle "za", może powinna coś zrobić, by być przynajmniej w wersji równoległej. Tylko zastanawia się nad konkretami.

Jakieś takie nowe życie. Bułki posmarowane masłem jedzone w pośpiechu, woda gotowana w czajniku elektrycznym, słabe obiady, autobusy jeszcze tylko z numerem bezpośredniego połączenia, bilety w wersji szkolnej, normalnej i już studenckiej i tacy jacyś dziwni nowi ludzie. Trudno jej się przekonać, znowu zaufać; jakby tego nie potrzebowała - już nie potrzebowała.

Pierwsze wrażenie? Miasto indywidualności, widocznej odrębności, wrażenie, że "każdy sobie rzepkę skrobie". Nie tak miało być. Uprzedzona? Być może. Jednak wie, że nie jest źle. To tylko w jej głowie coś jest nie tak. Jakieś myśli, których nie potrafi okiełznać. Wciąż szuka rozwiązania, idealnego rozwiązania, idealności.

Rozmawiała z nim. To zawsze pomaga. On też miał takie samo wrażenie, kiedy był w Krakowie. Uspokoiło ją to. Lubi z nim rozmawiać. I chociaż ta znajomość opiera się głównie na rozmowach za pomocą komunikatora ma nieodparte poczucie wyjątkowości tej znajomości. Dobrze jej z tym.

Boi się, że zamyka się w sobie. Trudno jej znaleźć słowa, by opisać tyle rzeczy, robi mnóstwo literówek na gadu, popełnia więcej niż zwykle błędów ortograficznych. To ją denerwuje. Próbuje z tym walczyć, ale...

Czasem boi się tego, co będzie, ale tylko czasem. Nie mówi o tym często z uwagi na to, że inni boją się bardziej; by nie budować nerwowej atmosfery. Czasem pęka. Pęka w momencie, kiedy właściwie całe "nerwowe otoczenie" się uspokoiło, kiedy zobaczyło, że jest lepiej niż się tego spodziewało, kiedy reszcie zaczyna się wszystko optymistycznie układać. Nie lubi tej odwrotności. Właściwie tylko on jest w stanie wtedy powiedzieć coś, co jej zawsze pomaga. Nie chce słyszeć słów typu: "Ty?! No coś ty...". On nigdy jej tak nie pisze, a przecież w porównaniu z innymi znają się krótko. Właściwie to jakoś się trzyma, choć ostatnio w głębi czuje jakiś smutek i niezrozumienie ze znajomymi. Nie potrafi sobie odpowiedzieć dlaczego.

Codziennie uczy się życia, huśta się na krawędzi bezsensu, ostrożności, zaufania, porażki. Czuje zatraconą gdzieś zdolność koncentracji, wie, że potrzebuje mobilizacji. Gdzieś w głębi boi się, że nie starczy jej sił...

Obecnie szuka siebie w nowym świecie. Może odnajdzie się tam szybciej niż jej się wydaje?