niedziela, 4 października 2009

Huśtawka

Skończyło się...
Zaczęło się...
Nowy etap - nowy blog? Być może właśnie tak. Choć tamten istnieje nadal w wersji utajnionej, bo... tak lepiej? bezpieczniej? być może...

Minęło kilka dni, a jakoś nadal nie potrafi się odnaleźć. Wie co powinna robić, co byłoby dobre, poprawne, ale nie potrafi jakoś się do tego przekonać. Jakby robiła coś wbrew sobie, ale jednak to nie to. I nie chodzi tutaj o zagubienie, o tęsknotę, czy coś w tym stylu. Po prostu, a może i nie po prostu, towarzyszą jej dziwne uczucia. Do tego trudno jej to nazwać. Denerwuje ją taki stan.

Biega. Tak... biega za czasem, życiem, może właśnie ciągle "za", może powinna coś zrobić, by być przynajmniej w wersji równoległej. Tylko zastanawia się nad konkretami.

Jakieś takie nowe życie. Bułki posmarowane masłem jedzone w pośpiechu, woda gotowana w czajniku elektrycznym, słabe obiady, autobusy jeszcze tylko z numerem bezpośredniego połączenia, bilety w wersji szkolnej, normalnej i już studenckiej i tacy jacyś dziwni nowi ludzie. Trudno jej się przekonać, znowu zaufać; jakby tego nie potrzebowała - już nie potrzebowała.

Pierwsze wrażenie? Miasto indywidualności, widocznej odrębności, wrażenie, że "każdy sobie rzepkę skrobie". Nie tak miało być. Uprzedzona? Być może. Jednak wie, że nie jest źle. To tylko w jej głowie coś jest nie tak. Jakieś myśli, których nie potrafi okiełznać. Wciąż szuka rozwiązania, idealnego rozwiązania, idealności.

Rozmawiała z nim. To zawsze pomaga. On też miał takie samo wrażenie, kiedy był w Krakowie. Uspokoiło ją to. Lubi z nim rozmawiać. I chociaż ta znajomość opiera się głównie na rozmowach za pomocą komunikatora ma nieodparte poczucie wyjątkowości tej znajomości. Dobrze jej z tym.

Boi się, że zamyka się w sobie. Trudno jej znaleźć słowa, by opisać tyle rzeczy, robi mnóstwo literówek na gadu, popełnia więcej niż zwykle błędów ortograficznych. To ją denerwuje. Próbuje z tym walczyć, ale...

Czasem boi się tego, co będzie, ale tylko czasem. Nie mówi o tym często z uwagi na to, że inni boją się bardziej; by nie budować nerwowej atmosfery. Czasem pęka. Pęka w momencie, kiedy właściwie całe "nerwowe otoczenie" się uspokoiło, kiedy zobaczyło, że jest lepiej niż się tego spodziewało, kiedy reszcie zaczyna się wszystko optymistycznie układać. Nie lubi tej odwrotności. Właściwie tylko on jest w stanie wtedy powiedzieć coś, co jej zawsze pomaga. Nie chce słyszeć słów typu: "Ty?! No coś ty...". On nigdy jej tak nie pisze, a przecież w porównaniu z innymi znają się krótko. Właściwie to jakoś się trzyma, choć ostatnio w głębi czuje jakiś smutek i niezrozumienie ze znajomymi. Nie potrafi sobie odpowiedzieć dlaczego.

Codziennie uczy się życia, huśta się na krawędzi bezsensu, ostrożności, zaufania, porażki. Czuje zatraconą gdzieś zdolność koncentracji, wie, że potrzebuje mobilizacji. Gdzieś w głębi boi się, że nie starczy jej sił...

Obecnie szuka siebie w nowym świecie. Może odnajdzie się tam szybciej niż jej się wydaje?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz