W autobusie jakiś pan usiadł obok niej. Wstał, spojrzał na nią, zapytał, czy wolne, bo się jakoś tak rozpanoszył. Odpowiedziała, że tak. Siedzieli obok siebie. On rozmawiał z jakimś kolegą siedzącym na przeciw. Wysiadając powiedział jej "dobranoc". Zdziwiła się, że są jeszcze tacy ludzie, nadal wyczuwa to zaskoczenie.
Powroty do domu za każdym razem inne. Wczoraj opuszczała to miasto ze świadomością, że chce tam wrócić. Upajała się widokiem ulic nocą, mieniących się w szybach autobusu świateł samochodów połyskujących w mokrej od deszczu jezdni. Kiedy wróci, śniegu już tam na pewno nie będzie. Tak, tak... śniegu! Bo otóż chyba od tygodnia mamy śnieg w namacalnej postaci. Swoją drogą kombinowanie letnio - jesiennych ubrań na wersję zimową wyzwala w człowieku różne twórcze konwencje:P. Te braki w garderobie zmusiły ją jednak do powrotu do domu. Kiedy już zaopatrzy się w cieplutką wersję, pogoda zapewne wróci do łask i sypnie słońcem;).
Przełamała się. Jakoś ogólnie lepiej się tam czuje. Ten ostatni weekend spędzony w Krakowie zapewne musiał czymś zaowocować:). Cierpi tylko na zapominanie imion nowopoznanych osób z czym usilnie próbuje walczyć.
Nadal oficjalnie niezintegrowana, ale wierzy, że wszystko i tak nastąpi w odpowiednim momencie, a ludźmi nie ma się za bardzo co przejmować, bo większość nami się nie przejmuje.
Gdyby z kimś była nie odczuwałaby takiego zimna. Wiedziałaby, że może i ma się do kogo przytulić, że ma z kim dokonać bilansu cieplnego. A tak? Czeka ją czasem kilka warstw swetrów, wieczne pamiętanie o rękawiczkach, parasolu, własnoręczne robienie herbaty i świadomość, że nikt nie napisze...
A on nie ma czasu... Momentami bardzo potrzebuje rozmowy z kimś, z kim się nie pokłóci i mogłaby pozwolić sobie na niedopowiadanie myśli, ale wie, że nie może się narzucać... Nie chce się narzucać... Ma mu to powiedzieć? A może właśnie powinno być tak, jak jest. Może tak jest lepiej?
Trzeba zacząć się uczyć. Zaopatrzona w większość książek z brakującym "tylko" natchnieniem. Coś trzeba zacząć robić, by nie odczuwać własnej głupoty i móc rozumieć "o czym do mnie mówisz".
Chciałabym być mądrym człowiekiem...
klik
Powroty do domu za każdym razem inne. Wczoraj opuszczała to miasto ze świadomością, że chce tam wrócić. Upajała się widokiem ulic nocą, mieniących się w szybach autobusu świateł samochodów połyskujących w mokrej od deszczu jezdni. Kiedy wróci, śniegu już tam na pewno nie będzie. Tak, tak... śniegu! Bo otóż chyba od tygodnia mamy śnieg w namacalnej postaci. Swoją drogą kombinowanie letnio - jesiennych ubrań na wersję zimową wyzwala w człowieku różne twórcze konwencje:P. Te braki w garderobie zmusiły ją jednak do powrotu do domu. Kiedy już zaopatrzy się w cieplutką wersję, pogoda zapewne wróci do łask i sypnie słońcem;).
Przełamała się. Jakoś ogólnie lepiej się tam czuje. Ten ostatni weekend spędzony w Krakowie zapewne musiał czymś zaowocować:). Cierpi tylko na zapominanie imion nowopoznanych osób z czym usilnie próbuje walczyć.
Nadal oficjalnie niezintegrowana, ale wierzy, że wszystko i tak nastąpi w odpowiednim momencie, a ludźmi nie ma się za bardzo co przejmować, bo większość nami się nie przejmuje.
Gdyby z kimś była nie odczuwałaby takiego zimna. Wiedziałaby, że może i ma się do kogo przytulić, że ma z kim dokonać bilansu cieplnego. A tak? Czeka ją czasem kilka warstw swetrów, wieczne pamiętanie o rękawiczkach, parasolu, własnoręczne robienie herbaty i świadomość, że nikt nie napisze...
A on nie ma czasu... Momentami bardzo potrzebuje rozmowy z kimś, z kim się nie pokłóci i mogłaby pozwolić sobie na niedopowiadanie myśli, ale wie, że nie może się narzucać... Nie chce się narzucać... Ma mu to powiedzieć? A może właśnie powinno być tak, jak jest. Może tak jest lepiej?
Trzeba zacząć się uczyć. Zaopatrzona w większość książek z brakującym "tylko" natchnieniem. Coś trzeba zacząć robić, by nie odczuwać własnej głupoty i móc rozumieć "o czym do mnie mówisz".
Chciałabym być mądrym człowiekiem...
klik
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz