środa, 18 listopada 2009

jaśniejszy ciemnogród

Codziennie, o coraz wcześniejszej porze zasłaniasz okno czymś, co ludzie nazywają zasłoną. Zasłaniasz widok na miasto, na które można by patrzeć... wciąż patrzeć... Tam zaświecili już latarnie, może nawet pada deszcz i wszystko mieni się na tysiące odcieni, mimo, że przecież jest już ciemno Czasem jeszcze gdzieś wcześniej prześwituje zachodzące słońce. I dopiero teraz nie zasypiasz nad książką, dopiero wtedy się budzisz. Jakby istota przystosowana przede wszystkim do sztucznego oświetlenia. Potem odpowiesz na szereg pytań z zakresu "czemu jeszcze nie śpisz?, długo będziesz dziś siedzieć?, to co robisz?" i rano obudzi cię nie twój budzik kilka godzin przed koniecznym przebudzeniem.

Bo może ciemność nie rozprasza, może jest cicha na tyle, by usłyszeć własne myśli. Nocą jest łatwiej. Cisza ma wtedy swoje szczególne znaczenie. Nocą rozmowy mają jakieś takie głębokie sensy, spotkania jakoś bardziej zostają w pamięci, nocą docierają do człowieka odkrywcze myśli, może nocą człowiek jest inny... Może nocą widać duszę? A barwy? Ten czas ma chyba swoje szczególne odcienie. Może to jak weryfikacja dziennych wyobrażeń?



"They said it changes when the sun goes down
Around here" (i nic więcej z tekstu tej piosenki)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz