- A jakie plany na sylwestra?
Ojej... już drugi raz w przeciągu naprawdę krótkiego czasu usłyszałam to pytanie... Ludzie... no... nie mam pojęcia. Przykryję się po czubek glowy kołdrą i obudzę nad ranem - to jedyna pewna wizja, na którą stać mnie obecnie przy odpowiedzi na to pytanie. To, czego chciałabym nie ma racji bytu, bo mi takie rzeczy się po prostu nie zdarzają i już. Ot, cała filozofia.
Powroty do domu co dwa tygodnie są naprawdę optymalną częstotliwością. Problem w tym, że wpychają w człowieka tyle jedzenia, że naprawdę ma się dość. Ej, przecież ja tam nie głoduję. Wyjeżdżając z Krk zostawiłam swoją pustą półkę w lodówce. No... ostał się tam jogurt naturalny z długą datą ważności w razie jakiejś ewentualnej kanapki z nałożonym jogurtem i posypaną cukrem:P. Jakież dziwne wrażenie zobaczenie pełnych półek domowej lodówki hehe. I sernik na mnie czekał ciepły jeszcze. Kurcze... zaczynam trafiać na stały zestaw obiadowy... no... ale przynajmniej dostarczę mojemu organizmowi trochę ziemniaków, bo tam nie chce mi się obierać, więc wreszcie mogę się najeść do woli makaronu i ryżu ;p. [to błąd, jeśłi ktoś odczytał, że jadamy na obiad sernik]. A mój jadłospis jest naprawdę urozmaicony, ale naprawdę trudno to wytłumaczyć, jak się wraca... A jakież zdziwienie w oczach, że się coś potrafi zrobić, wbrew złudnemu przekonaniu niektórych członków rodziny, że umrę, zginę i pokryję się grubą warstwą kurzu... eh... bezcenne wrażenia;P.
Jednakże muszę się niestety przyznać, że Hymn Narodowy grany na gitarze wymyka się chyba spod mojej percepcji wyobrażeniowej... druzgocący ten fakt, eh... zatrważający wręcz... muszę nad tym popracować, by nie dopadło mnie kiedyś poczucie totalnej degradacji wyobrażeniowej...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz