sobota, 19 grudnia 2009

padlinożerstwo

Wróciłam do domu na święta. Wczoraj. Stałam się przez chwilę kimś na kształt tragarza tybetańskiego, a dziś boli mnie część mięśni. Podobno Kraków nie wygląda ładnie zimą, podobno wygląda okropnie ponuro... a mi się właśnie ta owa ponurość podoba. Nie wiem, co jest w tej mgle, w tej poniekąd szarości, w tym szybko topniejącym śniegu, ale Coś jest, co mnie tam ciągnie. Tam jest jakoś inaczej. Ciekawe, jak tam wyglądałyby święta i ten cały przedświąteczny czas...



W radiu pełno już świątecznych piosenek. "Karpia" w Trójce nie słyszałam za często z uwagi na to, że w ogóle niezbyt często słuchałam teraz radia. Zrozumiałam ten cały bum o karpiowe życie w okresie świątecznym. Zobaczywszy w jakich warunkach te ryby zostają przewiezione do sklepów ogarnęłam je głębokim współczuciem. Sterta ryb ułożona w jakiejś przyczepie wypełnionej lodem. Kap na karpiu - podobno żywy - ale na moje oko to żywcem przymrożony. Przeładowany z lodu do wody - karp przy karpiu , karp na karpiu - w zasadzie to pozbawiony jakiejkolwiek możliwości ruchu... tyle tylko, że siłą rzeczy się rozmrozi (podobno w kupie cieplej). Ludzie stojący w zawijających się kolejkach, by dostać taką nieżywą żywą rybę... Dostają ją zapakowaną w foliową, czasem biodegradowalną reklamówkę, opatrzoną metką z kodem do skasowania. Ci ludzie udają się jeszcze czasem ze zdobytą rybką, by pokazać jej cały sklep, tudzież miasto. Potem kładą ją na taśmie przy kasie. Stoją pełni obaw, by ktoś nie ukradł im portfela, a nagle karp podskoczy i tym samym ich przestrasza... Śmieją się przerażeni. Płacą. Pakują karpia do kolejnych reklamówek, potem do samochodów lub idą z nim na mrozie pokazując mu świat. Przynoszą do domu, wrzucają do wanny zdechłą żywą rybę i oświadczają jej, że umrze. Oświadczają umarłemu, że krótki jego żywot... A potem... jedzą padlinę... ot... takie miłosierdzie świąteczne...
Powinni sprzedawać zabite ryby. Sadyści.


Trójkowy "Karp 2009" :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz