poniedziałek, 29 listopada 2010

coming back to life

Dawno nie było tak, żebym zwyczajnie nie czuła czasu. A właśnie tak było. Ciekawe, czy będzie jeszcze kiedyś... I jakoś tak zwyczajnie z trzema cukierkami:) Jakby zwyczajnie wyjątkowo. Tak  może być częściej:)


A to, co dostałam wczoraj w nocy jest piękne:

poniedziałek, 22 listopada 2010

o nie mogę, jakim ja jestem matołem...
I jakie ja mam czasem nieszczęśliwe szczęście...
eh...

fuuuuuuuuu...

niedziela, 21 listopada 2010

no to się pouczyłam...

"To nie jest wymówka, rzadko bywam z dziewojami tak szczery jak z Tobą bo wiem że wiesz kiedy kłamie :P"
J. B.
tego to się nie spodziewałam... Nie wiem, czy wiem, ale dobrze, że tak myśli:P


00:54 - kto o tej porze wymyśla takie zdania?!:D
"To jest po prostu stwierdzenie bez owijania, że raczej bardziej nie mogę niż mogę i nie jest tak że nie chce wiec nie mogę, ani tak że nie mogę choć chcę"


A po co w rezultacie (nie wiem czego) pisał do mnie "Słoneczko", to ja nie mam najmniejszego pojęcia... hahaha


A teraz, to najlepsza pora, żeby W KOŃCU zacząć się uczyć mikroekonomii...

poniedziałek, 8 listopada 2010

wyprowadzeni z błędu

Oni do dziś myśleli, że my jesteśmy razem. Nie byliśmy. Nie jesteśmy. Pewnie nigdy nie będziemy.






Dobrze, że czas mi się wypełnia.

piątek, 29 października 2010

wyciągnijmy się.

Byłam dziś na dachu Krakowa. Tam muszę kiedyś wrócić.
Chcę trochę więcej życia, żeby ze wszystkim zdążyć, albo przynajmniej braku wyrzutów sumienia, że coś odpuszczam.
Dziś czuję, że nawet jakby się waliło i paliło to MUSZĘ skończyć, co zaczęłam, bo czuję, że to, to TO.
Tylko jak zwykle jednego nie ma... ale cóż... widocznie tak ma być. eee... przecież jest dobrze;)

sobota, 16 października 2010

Bylibyśmy...

bylibyśmy prawie idealni.
ale "nas" nie ma.
najwyraźniej nie będziemy.

piątek, 24 września 2010

bez parasola

klik

gdyby każdy dzień był tak przepełniony pozytywnością, jak te kilkanaście ostatnich...
A może są rzeczy, które zostają na zawsze? Raz zdobyte pozostają niezniszczalne?
I że  "nauczeni doświadczeniem" to podobno błąd... trudno:P

sobota, 28 sierpnia 2010

California dream

"to rób to dalej
ja nie widzę przeszkód
"
K.


"wiesz kim jest przyjaciel ? kimś kto potrafi wytrzymywać z tobą 24 h , mimo to jest mu mało, ktoś kto wie o tobie wszystko, a mimo to siedzi obok i cie kocha..ktoś kto gdy zobaczy cię z płaczem pierwsze słowa jakie powie to ' którego mam zjechać ? ' ... ktoś kto o 3 rano podniesie słuchawkę i będzie słuchać jak przeklinasz cały świat i ci przytakiwać.. to ktoś dzięki komu się żyje.... "

hmm...

"ufanie drugiemu człowiekowi nie czyni z nas frajerów"


niedziela, 22 sierpnia 2010

gdzie To poszło?

"There we were
Thick as Thieves
Frightened by shadows
And the autumn leaves
We wore stolen hearts
Fitted souls
Aided by lies
Amongst the media foes
And..

Hey ho where did it go?

When did we lose our sight?
And it's a nice show
The ones we perform
Performing it day and night
Night..."



środa, 18 sierpnia 2010

realnie to dobrze. jest

"And so I cry sometimes when I'm lying in bed
Just to get it all out what's in my head
And I, I'm feelin' a little peculiar
And so I wake in the mornin' and I step outside,
Then I take a deep breath
And I get real high
And I scream from the top of my lungs: "what's goin' on?""


i chyba jest dobrze. tylko czasem ta głowa. niech będzie dobrze.



źle źle źle źle źle źle źle źle

To była tylko głupia pomyłka?


poniedziałek, 16 sierpnia 2010

hey now now

"they'll find you when you're sleeping
...
did the earth just slam in the sun
...
we find a new reason, a new way of living
and we breathe it in and try to dream again"


sobota, 14 sierpnia 2010



Czy to ta sama rzeka?
I czy to drugi raz?


sobota, 7 sierpnia 2010

potem zacząć od nowa

Jeśli istnieje zarówno fizyczny jak i psychiczny ból serca, to właśnie tak mnie bolało.
 
"a serce to nie serce
to tylko kawał mięsa"
oddam mrówkom, może one zrobią coś pożytecznego. mózg też. w pakiecie.

Nie wiem po co obudziłam się niewiele po  5, kiedy tak bardzo chciałam spać. Są rzeczy, które w całej swej traumatyczności mają jakąś ukrytą budującą siłę. Może będzie lepiej, że nie będę mieć czasu. Pozamiatałam w swoim życiu. Tak, nieudolnie, nie wyszło mi to sprzątanie. Za bardzo nie wyszło. Chciałabym mieć czasem miejsce, gdzie mogę wszystko z siebie wykrzyczeć, tak, by nie mieć sił, by na jakiś czas stracić głos, by móc uderzyć w coś tak mocno, skakać bez konsekwencji, by móc wyrzucić z siebie całą nagromadzoną energię, by wypluć z siebie wszystkie emocje; chociaż na chwilę. Chcę takie miejsce, dźwiękoszczelne.
Dlaczego wszystko się tak kończy? Wtedy, kiedy zaczynam wierzyć, chcę się na coś uprzeć wykopują minę, która wybucha. Postrzępi mi trochę ciało, rany w końcu się zabliźnią i zaczyna się od nowa. Jakby o kilka kroków zawsze za późno. Czasem potrzebuję pewnego podłoża, braku autodestrukcji, ciepła, zapomnienia.

"Złap mnie za rękę i daj poczuć, że powinnam zostać." nie wiem z czego to jest, ale czasem by się przydało.


wtorek, 3 sierpnia 2010

przewróć się na drugi bok

Nie ja nie wytrzymałam:P. No i prawidłowo. Czyżby do tego jakieś pokątne zaproszenie między słowami? Zobaczymy, co to wyjdzie;) Przypominamy siebie. Wzajemnie, czyż to nie okropne?:P


niedziela, 1 sierpnia 2010

rewolucyjne zapędy

Może czas na zmiany i może czas na wielki plan. hmm... owszem, owszem sprawimy, że będzie to czas przełomowy. Tak, "przełom w sprawie". A co tam;)
Otóż:
1. Olewana przez nich, oleję ich również. Zobaczymy, kto tu pierwszy zatęskni. Dobra... pewnie ja, ale i tak muszę poczuć w sobie, że ich olewam i mam ich przynajmniej przez jakiś czas "gdzieś". Nauczymy się stwarzać pozory. Perfekcyjnie. Może uda się zamieszać.
2. Sukcesywnie, z ogromnym zapałem i regularnością doprowadzimy do nie tak okropnie wstydliwego angielskiego w moim wykonaniu. Tak: "z motyką na księżyc", ale przecież ktoś tam w końcu musi coś zasadzić, może jak raz urośnie.
3. Zrobimy notatki z przynajmniej "czegokolwiek" na "dzień dobry październiku", gdyż z przerażeniem spojrzałam na moje dwa kierunki.. Aczkolwiek postaramy się doprowadzić do stanu, gdzie owe działanie wykroczy poza założoną normę.
4. Spojrzymy na siebie normalnie, dostrzegając swoją wartość, chociaż nie wiem, czy to do końca będzie możliwe z racji na punkt pierwszy i wewnętrzne chwilowe przywiązanie się do pewnych osób i ich nieświadomą pomoc w samorozwoju, ale... może to jak raz będzie pomocne.
5. Staniemy się innym, lepszym człowiekiem doprowadzając w końcu do braku czasu, perfidności i nie pozwalaniu ludziom za dużo, kwitowaniu wkurzających osób czymś mniej ekspresyjnym jak "spierdalaj", ale o podobnym skutku i wyrazie.
Otóż to. Schizofreniczne podejście do sprawy niejako będzie uświadamiało, że nie można zawieść. No... może...

Jak mi pewien człowiek jeszcze raz wyśle link do wiadomości z wykopu z głównej, to po prostu zabiję. Czy ta zacna osoba uważa tą stronę za jedyne źródło informacji?! Pewnie trzeba będzie zastosować bardziej radykalne środki niż informowanie, że sama to już wcześniej przeglądałam. Czemu mnie zawsze irytują osoby, którym nic nie przeszkadza i wszystko akceptują... eh...

Nadal zastanawia mnie napis na koszulce, w którym po przetłumaczeniu (tak, udało mi się przetłumaczyć:P) chodziło o to, żeby nie bać się nie być, czymkolwiek by to było.


don't worry be...

poniedziałek, 26 lipca 2010

widać to, co niewidzialne

e, może jednak będzie dobrze? może... może...
może ja się gubię.
krówki z mówiącymi papierkami:
1. "tak miało być ;)"
2. "szukaj dalej"
ciekawe o co dokładnie chodziło, bo tak kilka spraw by akurat pasowało do tego...



nowe miłości. wzdycham od dni kilku. pierwsza
"to co zwykłe jest genialne, wszystko świeci swoim światłem każda rzecz i ruch"

piątek, 23 lipca 2010

łubudu.

Zaciskam zęby, przełykam ślinę. Może to tylko czas. Tylko po co w końcu aż tak? Wiedziałam, że tak będzie, że jak za bardzo to zrobi się do dupy. Po co? Po co? Po co?
nie nie nie nie nie nie nie tak! (?)



idealnie.

niedziela, 18 lipca 2010

emocje

Płaczę. Zawsze, kiedy za dużo emocji. Kiedy zbyt silne. Może to lepiej niż kląć.

czwartek, 15 lipca 2010

widać trochę inaczej

Żebym to ja wiedziała tak, jak nie wiem.I niech mi już tak nie brakuje.Nawet czasem. Nie może. Zwyczajnie. Nie pozwalam.




Dlaczego ludzie tłumią w sobie emocje?
Dlaczego, by coś "dobrze/neutralnie" wyglądało nie okazują uczuć?

środa, 7 lipca 2010

i tak...

Plaga imienna. Ale to chyba dobrze, tym bardziej, że nie ma złych wspomnień z takimi.
Kiedy chcę powiedzieć "koniec" ktoś podaje mi rękę. Dobitnie. Bez końca.
Wyniki badań nie wskazujące na zmiany. A gdzieś tam przypomniało mi się, że był testament... dawno temu:P ale nadal bez zmian. Tylko ludzie trochę starsi;)

Często tu tradycyjnie bez zmian. Psychicznie niekomfortowo.
Bywa.

wtorek, 6 lipca 2010

inni oni

Myślałam, że dotarcie do pewnego wieku zobowiązuje. Ale być może spotkałam zbyt wielu naprawdę ułożonych ludzi, żeby teraz widzieć różnicę. Poczułam się wewnętrznie staro, bo myślę, że potrafiłabym rozwiązać pewien związkowy problem. Rozmowa dużo by tu dała, ale trzeba jej chcieć, a nie stać w miejscu. Tylko czy tkwienie w stanie "nie wiem" jest poddaniem się? Fakt, sprawa uczuć nie jest nigdy prosta, ale rozmowa, kiedy podchodzi się do niej nie jak do ataku, ale jak do możliwości rozwiązania problemu może zdecydowanie wiele zdziałać. Nie da się wszystkiego rozwiązać samemu.
Czy z wiekiem człowiek coraz mniej sobie radzi w życiu? A może to taki wiek, że myśli się poważnie o pewnych sprawach, a jednocześnie czasem daje się ponieść jakiemuś szaleństwu? I potem staje się z pytaniem "w którą stronę?". Tylko po co sobie mieszać? Może lepiej się nie angażować aż tak? Może robienie czegoś na próbę nie ma większego sensu?
Nie rozumiem nadal do końca i nie potrafię już chyba pomóc. To jakoś demotywuje. Swoiście irytuje.

czwartek, 1 lipca 2010

wrócimy tu jeszcze.

Tęsknota
zbyt duża
zbyt mocna
świadoma
za późna
nie lubię tęsknić.
lubię?


Może jeszcze kiedyś będzie tak, jak było. A było pięknie. Nie wiem, czy nie najpiękniej. Nie chcę zapominać. Niczego. Może wszystko jest, tylko śpi. Wróćmy. Wrócimy?



Masochizm w toku.

wtorek, 22 czerwca 2010

sobota, 19 czerwca 2010

nie mów nic

czwartek, 17 czerwca 2010

"Po happy endzie nie skończy się film"

"Jeszcze wierzę, że będę żyć wiecznie
Jeszcze wierzę, że będę żyć tak
Żeby w duszy pozostać dzieckiem
Nie zmarnować żadnego dnia"


Lubię ich, bo są i pozwalają być.
Rozmnożyli się.
A przez niektórych czuć więcej.
Miękniesz i pękasz.
Uciekasz, a oni do ciebie.
I wiesz, że jesteś.
I wiesz, że są.
I wiesz, że dobrze, że jesteś.
I wiesz, że dobrze, że są.

środa, 16 czerwca 2010

wczorajszy przypadek

raczej tak dobrze

"raczej myśl, że to dopiero początek:)"

paradoksy?
szkoda, że to końce...
a może wielkie początki?

poniedziałek, 7 czerwca 2010

jakoś i tak warto żyć

Fajna sprawa, kiedy ktoś do Ciebie dzwoni codziennie - gorzej, kiedy przestaje.






Z innych bajek:
"Zrobić dziecko jest łatwo. Wychować tak, żeby nazwało Cię tatą, to już inna bajka. 
możesz dopisać do tomiku :P"




środa, 2 czerwca 2010

się okazało...

Jeśli to był test na debilizm, to gorzej, że wynik jest pozytywny...

wtorek, 1 czerwca 2010

nie jest.

To nie jest ważne. Zapewne. Nie jest.

naprawmy

Czy oni są aż tak puści?
Co za ludzie...
NIEEEEEE!
Żałość ogarnia, oj ogarnia...
Będziemy dziś naprawiać świat... tylko... obiekt taki jakiś niekumaty się stał...
Żałość ogarnia, oj ogarnia...


Lewituję chyba już...zdecydowanie...


Dzieeeń doobry :D - szkoda, że tego nie da się zapisać, tak jak to rano usłyszałam... eh... najpiękniejsze powitanie pod słońcem, jakie przyszło mi słyszeć w moim cudownym życiu i człowiek z drzwi na przeciwko. Nie znam... Rewelacyjne poranne działanie na padanie;)

poniedziałek, 31 maja 2010

niee?





"Ja naprawdę Cię lubię, tylko Ty ciągle tego jakoś nie możesz pojąć..."

i lepiej.

bo byłoby źle.




niedziela, 30 maja 2010

taak!

już mi nie brakuje.



żałosne.



się stało.










sobota, 29 maja 2010

i wtedy!

mówisz, że...

Minęły podobno trzy miesiące, a mi chyba nadal brakuje tak, jak brakowało na początku, a może nawet bardziej... Czy to dobrze? Możesz mi powiedzieć, czy to dobrze?! Wikłam się i gmatwam, taplam się... dalece, niepoprawnie?, dziwnie... zdecydowanie znów dziwnie, nierozsądnie?. Boisz się powiedzieć, bo się martwię; mówisz mi tak wiele niebanalnie, ale...



uczę się...
podobno...
czytam...
efektywnie?


sobota, 22 maja 2010

...


"nie obiecywałem, że Cię wykorzystam ;d"




"nie mam planów na następne dwa oddechy
tyle, co w gryzieniu warg
ciągle więcej niż mogę chcieć


nie mam nic na myśli ponad to, co teraz"


piątek, 21 maja 2010

...




"postaramy się żeby tak było."
tylko po co...
czy to dobrze?




środa, 12 maja 2010

źródła zawodności rynku

Dlaczego wydaje mi się, że będzie jak zwykle? Chociaż w sumie nie wiem, czy chciałabym, żeby było inaczej. Chociaż w sumie mogłoby, chociaż raz. No ale po co? Właśnie.


"powtarzasz za mną
rozmawiamy o przyszłości i że decydują za nas
o pomysłach na siebie i o tym co wypada
ten dzień jest po to by przypomnieć sobie że
wciąż lepiej przeżyć coś niż obejrzeć o tym film
  (?)
(...)
nie rozstania nie powroty tydzień zleciał przez noc
(...)
delikatnie skracasz dystans na swój sposób jesteś sobą
te obrazki różnią się pięcioma szczegółami"





mikroekonomizująco...
niemozolności trzeba mi.

środa, 5 maja 2010

Wiemy co dzieje się naprawdę a co się tylko śni ?

"po co to dupy zawracanie
po prostu głupio cieszmy się
bądźmy pijani kiedy w progu stanie
strach że zabawy nadszedł kres"



"a potem na stos rzucę
wspomnienia o miłościach
rozstaniach i powrotach
gorących namiętnościach
o wszystkich moich planach
i w plany te zwątpieniach
o klęskach i zwycięstwach
i twórczych uniesieniach
o bólu, który czasem
usztywniał moje ciało
i o tych wszystkich chwilach
gdy serce kołatało
ze strachu, bądź radości
z niewiedzy, bądź olśnienia
tak będę na stos rzucał
kolejne wspomnienia

a gdy już sięgnie nieba
bo trochę się przeżyło
to wiem co wtedy powiem
ech,boże- warto było"

sobota, 1 maja 2010

nie chcę się bać.



Nie chcę się bać.

...


"i przed czym nie uciekać mam a czego mam się strzec"


czwartek, 29 kwietnia 2010

czy warto ulegać emocjom?



Czy warto ulegać emocjom?

...

wtorek, 20 kwietnia 2010

nieoczekiwanie

Nawet nie mogę czekać, bo nie wiem, czy przyjedzie.
Taki stan jest gorszy od oczekiwania.
Zdecydowanie gorszy.
Takie zawieszenie, tak samo jak nieodczuwanie czasu, może z powodu braku dużego kalendarza, na który spoglądałabym codziennie.


"no skąd ten strach
zdaje się, że nigdy aż tak
no skąd ten strach
zdaje się...
(...)
raczej migotanie powiek
raczej nic do końca jasne
i figury niemożliwe
niż równania z wiadomymi"

środa, 7 kwietnia 2010

ekhm...

Dzieje się coś, coś na pewno... A ja? Ja nie wiem, czy to dobrze, chociaż to, co się dzieje nie jest chyba złe... Czy to nie jest za trudne? Ja nie wiem... NIE WIEM! Chciałabym wiedzieć, że nie będę żałować... Że przyzwyczajenia nie będą boleć... że to nie jest jakiś etap wyboru... bo nie wiem, czy będę potrafić wybrać. Czyżby zaczynało się robić trudno? "trudno" inaczej niż zwykle?



zakochałam się w nich bezpiecznie.

sobota, 27 marca 2010

idioci niesprawiedliwości.

Było tak empatycznie. To niewiarygodne, że tak można czuć. To niesamowite widzieć tyle emocji. To niesamowite je wszystkie czuć.
Tak pięknie.
I tak zepsucie...
Zepsuli.
Niesprawiedliwie.
Dobrze, że...

poniedziałek, 22 marca 2010

wszystko i nic.

To ja poczekam.
Jeszcze trochę.
Jeszcze trochę poczekam.
Na wszystko.
A potem wszystko dostanę.





"Stańmy więc przed sobą razem,
zapatrzeni w nasze twarze.
Nie zostawiaj mnie.
Nie zostawiaj mnie."
- dostałam tak bez powodu
Dzieje grzechu
dodaję tu też bez powodu.



niedziela, 21 marca 2010

eee...

Wiem, że chciałabym.
Wiem, że mogłabym.
Wiem, że tak bardzo się boję...
Czy to w ogóle byłoby możliwe?

TO JEDNO.
raz.




"Bo wszystko to iluzją jest i magią
I zdarza się raz na milion"
(?) 

piątek, 12 marca 2010

jeszcze nie śpię...

Otwarty-świat uczy różnych rzeczy... A faceci kłamią.... nie wiem, czy są tak głupi, czy przekombinowali z myśleniem z punktu widzenia kobiety, czy naprawdę myślą, że lepiej dostać wiadomość, że jest się jedyną osobą, która się odezwała, niż że rozmawia się z kilkoma różnymi? Cokolwiek by to nie było, to nie wygląda mi za ciekawie... Irytujący są w większości...

I udało się dostać do samego dyrektora Teatru Bagatela:) Moje zacne nazwisko figuruje tam na liście spotkań środowych.Coś więcej mam jeszcze dodać?:P

Chyba zaraz zasnę...

sobota, 27 lutego 2010

jeszcze inaczej

Lubię wracać i padać z nóg. Lubię wracać tak, że człowiek pada na łóżko i uśmiecha się do sufitu.

Sok kaktusowy ma całkiem niezły smak, no... może jest za bardzo słodki jak dla mnie, ale ogólnie smakuje całkiem... całkiem:P.

Pomyłki czasem przepełnią pozytywnością, oj tak. Z całej pomyłki wyszło przyszłe spotkanie.
"tak że pamiętaj" - trudno to będzie zapomnieć:P, jakkolwiek by to zapisać.

A lato w końcu będzie;)

niedziela, 21 lutego 2010

"Żeby tęsknić trzeba kochać"
spodobało mi się to zdanie. Tak samo w sobie, bez jakiegoś szczególnego zastanawiania się "jak to się ma do mnie?".

Może zrobię coś ważnego. Może uda mi się o czymś kiedyś pogadać. Tylko, czy dobrze będzie, jeśli uzyskam tyle odpowiedzi? Obmyślę plan, który weźmie w łeb;), najpewniej.

piątek, 19 lutego 2010

gdyby tak było...

"w dowolnie wybranym czasie..."

Taki piękny sen, sen z przesłaniem. Sen o przeznaczeniu, nieuchronności losu, o tym, że wszystkie drogi, jakie podejmiemy i tak doprowadzą nas do tego, co nam pisane. Śnił mi się jakiś mężczyzna. Miał jedno życie, ale w trzech odsłonach; jeden cel, do którego mógł dotrzeć trzema różnymi drogami: tą, którą podążał, drogą, podczas której podejmował mnóstwo działań, by przyspieszyć dotarcie do celu i tą, podczas której zdawał się raczej na rezygnację z celu niż jego osiągnięcie. 
Droga, którą podążał wydawała się racjonalna, wyważona, przemyślana - mnóstwo dedukcji, skupienie na niepopełnianiu błędów. Dotarł do celu, ale z jakąś świadomością, że mógł to zrobić szybciej, wtedy dłużej odczuwałby szczęśliwość.
Droga oddana większej rezygnacji i tak w końcu pokazała mu szczyt, jednak czas znowu odegrał znaczącą rolę. Żałował, że się właściwie poddał, że tak słabo wierzył, przez co utracił tyle szans na większą szczęśliwość, że mógł być dłużej szczęśliwy, że gdyby szybciej osiągnął cel odczuwałby większą radość.
Droga przepełniona działaniem i tak nie dała mu pełni szczęścia.Osiągając cel miał świadomość jego piękności i czuł, że mógł go osiągnąć jeszcze szybciej, przez co jego życie byłoby jeszcze piękniejsze.
Każda z tych dróg pokazała mu, że do tego samego celu można dojść różnymi drogami, ale kiedy w grę wchodzą rzeczy naprawdę dla nas ważne i wielkie, rzeczy na których nam zależy, ludzie, którzy są dla nas czymś więcej niż tylko jednym z reprezentantów tego samego gatunku nie należy pozostawać bezczynnym, należy walczyć o to, co jest dla nas ważne, o tych, którzy są dla nas ważni, bo szczęście należy łapać  za ogon i dusić, jak cytrynę i sprawiać, by trwało jak najdłużej.



wtorek, 16 lutego 2010

bleh...;/

Skręt żołądka mi grozi. I ten okropny żołądek w przełyku... Ścisk krtani. Okropność. Toż to najgorsza rzecz pod słońcem... ale "samiście se zgotowali ten los"... no nie wiem... Chcę zasnąć i obudzić się w czwartek po południu. I nawet nie wiem, który to już raz tego chcę... Niechże to się wreszcie skończy, niechże to już będzie ostatni raz...

poniedziałek, 15 lutego 2010

nie ma lekarstwa...

Najwidoczniej każda piękna bajka kiedyś musi się skończyć.

Tylko dlaczego kończy się w momencie, kiedy jeszcze nie zdążyliśmy zasnąć?

A może bajki to sny, z których czasem przychodzi nam się budzić?

Niech ta bajka się nie kończy... mogę spać dalej?

Jeśli umierałoby się na głupotę, to które życie przyszłoby mi teraz przeżywać?

Może tylko zależy mi nie na tym, co trzeba...

sobota, 13 lutego 2010

"Then sometimes it seems again that all I have is worry..."

W tym domu nie jest źle. Ten dom ma tylko chory umysł. Po prostu dał się zwariować. To dom, gdzie często zimno w stopy. I to wrażenie, że stoi się obok, jakby na zewnątrz. Dom lęku i obaw. Lęku o upadnięty włos na ziemię, o złe stawianie kroków, o rzeczy położone po prawej zamiast po lewej stronie... I ta świadomość niepodołania oczekiwaniom, tak dalekiej idealności czyichś wyobrażeń z jednoczesnym poczuciem własnego życia. A jeśli człowiek nie wytrzyma, jeśli się podda?

Uciekam w morze słów, w gęstwinie znaczeń płynę. Rękami macham na mieliźnie w nadziei, że popłynę. Przypływ? I ta obawa, że to, co normalne minie. I ta obawa, że to, co piękne zginie. Uważaj, bo być może bez Ciebie zginę.

Bywają rzeczy "za bardzo", które mimo tej świadomości nie potrafimy przemianować na "trochę mniej". I czasem to poczucie, że nie zasługuje się na rzeczy z półki "za bardzo" i łzy w oczach na tę myśl...

Znów jakby wszystko od nowa: od nowa trzeba uwierzyć w szczęście, od nowa nabrać optymizmu, od nowa powiedzieć, że będzie dobrze...  Ile jeszcze razy od nowa? Ile jeszcze razy na przekór ze świadomością, że niektórzy woleliby zapewne, żebym nie istniała... bo na co komu taki ktoś tak bardzo daleki od idealności, tak bardzo nie spełniający oczekiwań...?


przypomniało mi się z "Rewersu": "don't let me misunderstood" i ma w sobie to głębokie "coś"

wtorek, 9 lutego 2010

będzie, bo musi...

Chcę mieć własne miejsce. Takie najprawdziwsze własne miejsce bez musu powrotu. To będzie miejsce z widokiem na niebo. Będę najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem i nie będę się tak bać. Bo nie będzie tak, jak ktoś myśli. Będzie zupełnie na przekór i tak pięknie, że każdego dnia będę dziękować za tą piękność. Nie będę czuć się winna krzywemu stawianiu kroków, upadniętemu długopisowi podczas podawania, nie będę się bać rzuconej czapki do szafki i niestartej kropli wody. Będzie właściwie i akceptowalnie, będzie dobrze choćby na złość, choćby samotnie, ale będzie dobrze. Musi tak być. Musi tak być! ...

poniedziałek, 8 lutego 2010

Ja zrobiłabym inaczej, ale to ja... no cóż... trudno. Ja czułabym pewną odpowiedzialność połączoną z obowiązkiem. Może to złe.

piątek, 5 lutego 2010

powroty

Czy człowiek ciągle musi gdzieś wracać? Nie może być tak, że raz na jakiś czas osiada gdzieś bardziej na stałe i wraca, kiedy mu się podoba, a nie kiedy musi do starych miejsc? Czy to egoizm?
Wiem, że mój świat ma być lepszy. Czy będzie?
Tak czuję, że nie czuję więzi. Na pewno nie tak, jak inni. Czy tutaj są jacyś winni?
Co to ma być?

"Jeżeli samotność nie zostanie pokonana, narasta proces prowadzący do dezintegracji osobowości."

czwartek, 4 lutego 2010

zimowy semestr zamknięty

Są na świecie ludzie wyjątkowi. Chyba, że istnieją przypadki wypaczonego poglądu na życie. Ta wyjątkowość zawstydza. Są na świecie ludzie dający siłę, potrafiący samoistnie wygrzebać kogoś spod gruzu. To wspaniałe, że tacy są.

To mamy odpoczynek od odpoczynku, bo jakoś nie myślę, bym się za wiele uczyła na tych studiach... Jakby nie było, to żywe we mnie uczucie, że stać mnie na więcej. Należy coś wykombinować na najbliższą przyszłość? Czyżby? No nie wiem...
Rajstopy w połączeniu barw #008000 i #30D5C8. Made in Turkey, co należy bezpretensjonalnie podkreślić.Osobiście skłaniałabym się ku połączeniu innych kolorów, ale angielska wersja określenia koloru przedmiotu rozważań sugeruje to, co powyżej. Z zakupów oczywiście najbardziej podoba mi się... reklamówka, którą dostałam -  rewelacyjne kolory zawiera.

piątek, 29 stycznia 2010

śmieci pod dywanem - dobrze, że nie mam dywanu...

To nie ma sensu, kiedy ludzie mówią Ci o jakimś problemie, a potem zarzucają Ci, że za bardzo się przejmujesz.
To nie ma sensu, kiedy ludzie zwracają Ci uwagę, a sami w podobnych sytuacjach postępują identycznie jak Ty, ale to tylko Ty robisz źle - im wolno, oni są OK.
To nie ma sensu, kiedy mówią Ci, że źle się z Tobą dzieje, że powinno się coś zmienić, a kiedy decydujesz się na tak trudne "pomóż mi, skoro czegoś nie widzę" mają Cię w dupie. Więc po co mówili? Żeby pokazać, że jesteś zamiecionym pod dywan śmieciem, który od czasu do czasu wylezie spod dywanu?


"Jam nieudacznik, grafoman i śmieć
Tylko tu możesz być Bogiem, na wszystkich podnosisz nogę
I załatwiasz te sprawę jak pies

Kto z tego napięcia pierdolnie ze szczęścia!"

poniedziałek, 25 stycznia 2010

Ten świat to chyba kosmiczne nieporozumienie...



cudnie jest;) /z uśmiechem przesączonym sarkazmem/

czwartek, 21 stycznia 2010

pu-łapka na myszy

Myślę, że to się tak nie da...
Ser zawsze był w centrum zainteresowania, miał swoich wielbicieli, swoją aprobującą go grupę. Nagle zmieniło się otoczenie i  Ser z przyczyn wyższych spotkał się z Myszą. Polubili się, dużo rozmawiali., wyglądało, że się rozumieją. Ser powoli wyciągał Mysz z przeszłości. Stawał się dla Myszy kimś bliskim, jak skóra, rozumiejącym, akceptującym. Problem w tym, że to Mysz wybiła się w towarzystwie. Mysz tego potrzebowała, dla Myszy stawało się coraz lepiej, ale dla Sera chyba nie. Było dobrze do czasu, kiedy Serowi wszystko się układało, kiedy mógł rozumieć wszystko na swój sposób, narzucać opinie, może nawet manipulować. Ser zaczął  w pewnym momencie zauważać, że nie jest już taki fajny, że sprawy Myszy czasem przysłaniają jego osobę, że to Mysz zaczyna decydować, potrafi już konsekwentnie trzymać się swojego zdania. Zaczęło się psuć. Powoli. Sukcesywnie. Ser wymagał dużo od Myszy. Mysz czuła, że dobrze będzie, kiedy coś zmieni, że tak trzeba, tak będzie lepiej dla wszystkich. Problem w tym, że Ser wymagając od Myszy nie wymagał tak samo wiele od siebie. By znów się wybić Ser zaczął przytłaczać Mysz, psychicznie gnębić i dołować. Może nieświadomie, ale jednak. To Ser jest fajny, a Mysz... Mysz istnieje, ale nie należy sprawić, by poczuła, ze jest fajna. Już nie. Ser znalazł nowych przyjaciół, zmienił się, rani, ale to Myszy wypomina egoizm. Ser się nie przejmuje. Ser bywa już tylko taki, jak dawniej. Mysz musi bardzo uważać, co mówi i kiedy i musi trafić na odpowiedni humor Sera.  Mysz nie ma siły na domysły, chciałaby wyjaśnić, ale się nie da. Bo Ser uważa, że to Mysz wszystko robi źle. Ser nigdy nie powiedział, że coś nie jest winą Myszy, kiedy Mysz tak myślała. Serowi było i jest z tym dobrze, kiedy Mysz bierze na siebie całą winę, bo wtedy czuje, że dominuje, że to on stawia warunki. Ser nie chce się spotykać z Myszą, bo są już inni, lepsi, ciekawsi. Mysz jest nudna. Mysz jest tylko wtedy, kiedy już nie ma nikogo innego, albo kiedy jest naprawdę źle. Wtedy Mysz jest Serowi potrzebna. Mysz wg Sera ciągle przesadza, a Mysz potrzebuje czasem postawienia do pionu, a nie zniżenia do parteru i przydeptania z uśmiechem na twarzy. Ser znalazł inny świat, Mysz wadzi, Myszą można pograć, Myszą można się nie przejmować, Mysz można zranić...
Ser nie rozumiał Myszy, to było złudzenie.Ser nie chce zrozumieć Myszy. Gdyby rozumiał byłoby inaczej. Może to Ser powinien zastanowić się nad egoistycznością, a nie Mysz? Mysz chciałaby znaleźć rozwiązanie, ale może jedynym słusznym jest koniec, koniec mimo trudności? Wyrzucenie Sera i zbudowanie/stworzenie lepszej Myszy?


Takie Sery mówią, że "Jesteś mały"...







"Myszy i ludzie"
... ludzie?

środa, 20 stycznia 2010

Najważniejsze to na nic nie czekać.

Słucham ostatnio zbyt często "Somewhere over the rainbow".

Perfidne kolokwium, gdzie prawdopodobieństwo zdania w moim przypadku doszło do liczby nieskończenie małej. Przykro.

Czegoś bardzo mi brakuje, dziś szczególnie...


poniedziałek, 18 stycznia 2010

niewiele umiem;/

Czuję, że nic nie pamiętam z wczorajszej całodniowej nauki... po prostu piękne uczucie;/. Ale tak sobie myślę, że jeden egzamin już zaliczony, ocena z wf ma być, z technologii już też mam, dziś oddałam pracę z filozofii. Jeszcze 4 egzaminy + 1 zaliczenie i koniec. Może jakoś przeżyję, oczywiście z postanowieniem: "od następnego semestru zabieram się do systematycznej nauki...". Mam jednak nadzieję, że będzie mi dany ten następny semestr...
Ciekawe, czy facet od filozofii uzna w ogóle mój temat... ale dowolny, to dowolny, więc, jak się uczepi, to nie wiem, co będzie;/.

Gość w kserze myślał, że nie wiem, co drukuję, a ja wiedziałam doskonale. Nie udało mu się też wmówić mi, że za szybko wyciągnęłam pendriva, co skłoniło go, do zapytania ile stron będzie wydrukowane, a również wiedziałam, że 9. Zamotał się biedak i miał problemy z wydaniem reszty, kiedy dałam mu 2 zł, mając do zapłacenia 1,35. Oj... piękna sprawa:P

tak trochę...

Dlaczego czasem jest tak, że człowiekowi jest tak trochę przykro? Niby wszystko rozumie, a jednak...Może ja za dużo wymagam, może to zbyt wiele... Może powinnam wszystko odpuścić, może...

niedziela, 17 stycznia 2010

stadium niedokończone

Ojej... takie zdjęcie na tapecie. No bardzo mi się spodobało. Wiem, nic mądrego, że je "przymierzyłam". Ładnie wyglądało, oj nawet bardzo. Ale cóż... to dopiero byłaby przesada, gdybym je zostawiła... to byłaby przesada przesad.... Ale tak myślę teraz, że nie miałabym nic przeciwko, gdybym mogła je z czystym sumieniem zostawić. Ale jak na razie nie mogę i to zapewne najlepsza z możliwych sytuacji. Niezbyt mądre pomysły (zawsze to lepiej brzmi niż "głupie") przychodzą człowiekowi do głowy, kiedy mózg znajduje się na skraju wyczerpania pamięciowego, mimo, że wiele mu nie zaaplikowano.Ostatecznie z foki przeszło w rekina., co też jest "rewelacyjną" odmianą :P.
KONIEC, Bóg jeden wie, co jeszcze człowiekowi przyjdzie do głowy. Nie pozostaje nic innego, jak wyśmiać samą siebie i powrócić do stadium "już niewiele pozostało do końca". O, tyle!

"wyjedź ze mną..."

Dlaczego ja nie mam pasji takiej cholernie wciągającej po uszy, gdzie zapomina się o całym otaczającym świecie? Ze strachu? Być może... Strachu przed porzuceniem mnóstwa innych przypadków zajmowania czasu w celu poświęceniu się temu jednemu... "bo jeśli jednak to nie będzie to?". No bez sensu trzeba przyznać. Myślenie godne pogrzebu i to natychmiastowego. Oj... trzeba się zabrać za siebie, coby nie popaść w skrajny przypadek destrukcji być może nawet, że nikłej inteligencji. Budzę swój umysł. Tak! W stopniu bardzo zaawansowanym. Musi wyjść!

Uczę się, codziennie przestawiam budzik na późniejszą porę, ale podobno się uczę. W tej chwili podobno także, co widać bardzo dobitnie;). Piję mleko waniliowe?! z piękną data ważności wyznaczoną na 14 luty 2010. Nie mam jakoś specjalnej sympatii do tej daty, ale cóż... nie było z inną na sklepowej półce...

Żebracy przy kościołach! Trochę inteligencji! Biedni jesteście, a kartki macie zafoliowane, napisane ładnie na komputerze i to kolorową czcionką, pomińmy, że mało składnie, ale jednak. Rozumiem, że komputer to niejako już znak czasów i praktycznie jest w każdym domu (z pewnymi wyjątkami jednak, ale tu zgeneralizujmy), ale bieda, to bieda. Tak mniemam, że biednego nie stać na taki luksus. Że niby uzbierał i w kafejce wydrukował, czy gdzieś tam, skoro czasem śpi na dworcu? hmmm... biedny to chyba liczy każdy grosz... Ludzie... trochę wiarygodności!

Jakoś tak mi od rana chodzi po głowie bez powodu... klik

Mleko się skończyło. Wracam do nieudolnej nauki w wersji "to opuszczę, bo oczywiste, tamtego mi się nie chce tak dokładnie."

sobota, 16 stycznia 2010

sieć

"Pierwotnie, sieć to wyrób ludzki lub pająka (sieć pajęcza/pajęczyna ) o strukturze siatki, z nici lub sznurków, z surowców naturalnych lub syntetycznych (tradycyjnie wiązanych w tzw. oka) i przeznaczony do łapania jakiejś ofiary.
Ten termin został adaptowany w przenośni w wielu dziedzinach, od języka codziennego do naukowego i oznacza zwykle coś co ma dominującą fizyczną lub abstrakcyjną ale niezbyt uporządkowaną strukturę siatki. Na co dzień, w użyciu metaforycznym jest też synonimem pojęcia siatka."

Ciekawa ta wizualizacja dróg w części Internetu...praktycznie, jak nałożone na siebie neurony lub fajerwerki. Intrygujące...

Ciekawe w ile sieci wpada przeciętny człowiek w swoim życiu...

Wyczuwam od jakiegoś czasu niegasnącą potrzebę rozmowy o życiu... Tylko, czy ktokolwiek by to wytrzymał... Może tak właściwie potrzebny mi kubeł zimnej wody? Reflektuje ktoś na cokolwiek? Nie? Posłucham Listy Przebojów Programu Trzeciego, bo dawno mnie tam nie było, umyję się,  napiszę pracę na komunikację, może znów zacznę czegoś uczyć o ile nie będę czuć zmęczenia, zasnę...

piątek, 15 stycznia 2010

brak ignorancji

Czy życie polega na tym, by ciągle wracać, czy na tym, by iść do przodu? A może potrzeba nam tych ciągłych powrotów, by pewniej stawiać kroki ku przyszłości? Taka teoria wiecznych powrotów, którą dzięki tej notce odkryłam, że istnieje?

Piękny stan, kiedy okrywa się się dlaczego czuje się niekomfortowo, choć ma się świadomość, że to, co się zdarza jest piękne samo w sobie. Zwyczajnie nie jest się ignorowanym. Dlatego.

środa, 13 stycznia 2010

choroba na - wiedza

Pierwsze zajęcia opuszczone z przymuszonej woli. Chociaż teoretycznie mogłam pójść i się pomęczyć rozsiewając to coś, co mnie złapało... ale chyba bym zamarzła w porywach zasypiając i mając trudności z przełykaniem śliny. Oczywiście zamiar oddania projektu z technologii legł przez to w gruzach, kilka wydruków również. Być może miałam gorączkę, ale nie mam jej czym zmierzyć. Może noszę w sobie ścięte białko i jestem ewenementem, który jeszcze żyje. Zamiast ruskich pierogów pożeram kolorowe pastylki w nieco droższej wersji i zakupionej z samego rana. Ale to chyba jeszcze nie jest ten czas, kiedy powinnam rozpocząć zapasy przywiezione z domu. Poza tym połykanie prawie w całości nie jest niczym przyjemnym wobec bolącego gardła. Oby tylko jutro było już ze mną lepiej... Nie chcę tak marnować czasu na czytanie i nic nierozumienie okraszone snem.


"tłumacze sobie, że to nie jest strach, bo nieodwaga lepiej brzmi... "

wtorek, 12 stycznia 2010

ziewam

Zachowam się głupio: ojejku, jejku zauważyli i poparli mnie na forum mego zacnego kierunku! Czyż to nie piękne?:P ach...

A to dobre:P

Uczulenie na egzaminy? Znów bolące gardło. Tym razem w wydaniu z problemem w ziewaniu. Znów Gripex i tabletki przeciw bólowi gardła. Nie wiem tylko, czy boli mnie wszystko po basenie, czy tak bardzo mnie coś zbiera. Do tego pogoda ze wskazaniem na sen. A dziś jakoś nie mogłam spać w nocy.

Biała czekolada z morelami. Muszę ją schować, bo znowu zjem całą, jak to u mnie ze słodyczami bywa. W klatce niedaleko mają kota Mateusza. Jakoś jestem przeciwna ludzkim imionom nadawanym zwierzętom. Kompletnie mi się to nie podoba. Starosta nasz to największe ciopro jakie mogło się trafić. Nierozgarnięty i wkurzająco olewczy. No po prostu wziąć takiego i rozdeptać jak paluszki wkomponowując go w podłoże. Ale i tacy żyją na tym świecie jak widać;/. Ludzie gadający półgłosem na wykładach za plecami lub gdziekolwiek w tym czasie też okropnie denerwują.

I dostałam wczoraj żółtego balonika. Biedak w końcu się skurczy:(.

Lubię go jakoś i trójkowy jest i lekki taki w wydawaniu dźwięków:)

niedziela, 10 stycznia 2010

Zygzak, jaki Zygzak!

Pierwszy raz na takich, w sumie filmowych, dziecięcych urodzinach. Urodzinach z mnóstwem balonów na ziemi, z papierowymi kolorowymi talerzykami i kubkami, z tortem w kształcie Zygzaka Mcqueen'a. Fajnie było, naprawdę. Czas, kiedy można było o wszystkim zapomnieć, naprawdę o wszystkim.

Studia, tak... weryfikują wiele spraw. Mało o nich piszę, bo tyle dzieje się obok. Mam nadzieję, że nikt nie wykorzysta tego, że wkłada się w coś serce na tyle, by zapomnieć o swoich sprawach i oddać się sprawom innych. Jednak jeszcze mam nadzieję.

I jeszcze gdzieś czasem wierzę, że wszystko skończy się dobrze...

Usłyszane u nich o złych chłopcach samo siedzi w głowie. I dobrze się kojarzy mimo takiego tekstu, boję się, że za dobrze...

sobota, 9 stycznia 2010

Wydawało mi się, że oczekiwałam niewiele. Ale jednak dla mnie to musiało być zbyt wiele. Teraz uczę się nie oczekiwać niczego. Niczego. Może to będzie najlepszy sposób...

I said, everything's gonna be all right-a!    ?
Everything's gonna be all right!          ?
Everything's gonna be all right, now!    ?
Everything's gonna be all right!    ?

niech będzie

Pada marznący deszcz. Jest tak szaro, że chyba najrozsądniej byłoby iść spać. Przywiązanie do ludzi, to chyba najpiękniejsza, ale czasem najgorsza rzecz pod słońcem. Pewne zdarzenia tak mocno wpływają na człowieka, że trudno o nich szybko zapomnieć. Eh... no tak... zapomnieć... Nigdy się nie zapomina, nie da się całkowicie zapomnieć. Co najwyżej można o czymś nie myśleć i to chyba nazywamy "zapomnieniem". Upływający czas daje tylko pewien dystans, a może właściwie tylko tak sobie wmawiamy. Upływający czas daje tą myśl, że minęło już dość długo, by przestać robić cokolwiek.

Drastycznie wykreślono mi fragment życia? Sadystycznie powieszono na niezaciskającym się sznurze pewnie w celu niezadawania bólu i braku świadomości morderstwa. Rozumiem chyba za bardzo sens tego, co się dzieje. Ale jednak w mojej głowie istnieją dwie myśli. Jedna o pseudo samozakończeniu, a druga przejawiająca nadzieję o powrocie do dawnego, dobrego czasu. Tylko, że zbyt wielu ludzi wolałoby, żebym nie istniała, by dominowała myśl druga. Ona zanika coraz bardziej. Zbyt wielu ludziom nie robiłoby różnicy, gdyby mnie nie było. Pewnie tym wszystkim, którzy doprowadzili do "samoistnego" wykreślenia jest lepiej. To tylko mi czasem żal...

Wszystko zależy od kilku początkowych słów. Słów, których pewnie nie będzie. Nie wiem, jakich, ale to nie mogą być słowa ukazujące, że wszystko jest w porządku, bo nie jest. Tylko, że żadnych słów nie będzie. Jestem prawie pewna, że już nie będzie.. Rzadko są, więc niby czemu akurat teraz miałyby być? Bo może nie ma dobrych zakończeń, nawet jeśli niewiele się oczekiwało... Widocznie tak ma być i tak będzie dobrze. To niech będzie, bo czasem nie mam siły. Mimo tego zawsze dla znajomych wykopię czas spod ziemi i zacisnę zęby, jeśli będę czuć, że powinnam, jacykolwiek by nie byli i nie będę robić wobec innych tego, co inni robią wobec mnie. Muszę.

piątek, 8 stycznia 2010

może nie może być inaczej.

Tak sobie myślę, że może dobrze jest, jak jest. Może właśnie tak powinno być. Widać nie może być z jakichś powodów inaczej...

W Tesco nie ma bierek. Na szczęście osiedlowy kiosk uratował mnie z opresji. Niemiła kobieta w  kolejnym ze sklepów, bo nie pozwoliłam sobie narzucić, co mam wziąć, tylko chciałam kupić akurat to, co chcę. I w Tesco żadnych korzystnych promocji na coś słodkiego, więc nie wiem, jak ja będę żyć, kiedy zjem już resztkę posiadanych słodyczowych zapasów...

Zgubiłam gdzieś widelec. Po prostu nigdzie go nie ma. Zaopatrzyłam się więc dziś w nowy tescowy za 92 grosze;) i nawet muszę przyznać, że spełnia swoją rolę.

Ludzie piszący instrukcję do mrożonych pierogów są niekompetentni. Jak można wrzucić do gotującej się wody i nie dopuścić do wrzenia XD?! Chyba jadłabym surowe ciasto, gdyby ich posłuchać. Głupki! Tak swoją drogą przeczytałam skład i zastanowiło mnie, czy bardziej niezdrowej jest jajko w proszku, czy od kury napakowanej jakimś paszowym jedzeniem, żeby szybko urosła? Tak mi się wydaje, że niewielka różnica w niezdrowości.

Na klamce od okna zawiesiłam czapeczkę mikołajową odklejoną od pudełka po czekoladkach. Wiem, że w porę, ale lepiej późni niż wcale. Jeszcze wypiję herbatę, chwilę się prześpię (chyba, że mi przejdzie) i zacznę się uczyć, czytać, pisać, czy cokolwiek. Może przynajmniej to się uda...

czwartek, 7 stycznia 2010

z czasem się nauczę...

Gdzieś przede mną pierwsza sesja, a ja jakoś daleko mam do nauki. Muszę się zmobilizować i naprawdę zacząć coś robić, porządnie robić, bez taryfy ulgowej. Oby chociaż to się udało...

Dzisiejszy wykład z mikro: "Dopóki nie spotkałem mojej kobiety, to myślałem, że takie wyginęły już w plejstocenie". Cokolwiek to znaczy, brzmi intrygująco:P. Specyficzne poczucie humoru, z inteligentnym wydźwiękiem? Taka miłość człowieka nauki...

Brakuje mi rozmów. Ale kiedyś całkowicie przyzwyczaję się do ich braku. Nie upijam się już czekoladkami "Mon Cheri", bo się skończyły. Całe pięć w odstępach dniowych zostały wchłonięte. Takiż alkoholizm...

W sytuacjach przyzwyczajenia, braku, niepowodzenia, postanowień trzy dni są przełomowe. Potem człowiek bardziej się przyzwyczaja do nowych sytuacji i jest jak jest; z czasem w końcu staje się lepiej.... ale to z czasem... niekoniecznie po trzech dniach.

środa, 6 stycznia 2010

Wczoraj na pewno nie było lepiej. Dziś na pewno nie jest gorzej. A jutro?

poniedziałek, 4 stycznia 2010

tak jakby nie do końca tak

Wiem, że mi czegoś brakuje. Nawet bardzo mi brakuje i nawet wiem czego. Ale może tak właśnie ma być. Może potem będzie lepiej. Oby...

Dziwnie mi po tym powrocie. Jakby wszystko od nowa. Za dużo było wolnego. Teraz jakby znów powrót do początku. No bez sensu. Może jutro będzie lepiej?

niedziela, 3 stycznia 2010

może przez to miasto...

Dzięki pewnej Wyjątkowej osobie wiem, że zrobiłam wewnętrzne postępy prywatnej zmiany. Piękna ta świadomość, że mozolna praca nad sobą objawia się jakimiś efektami. Ach... egoistycznie się z tego cieszę. Wiem, że gdyby nie poczucie zrozumienia nic by się nie udało, sama nie dałabym rady. Ale jeszcze dużo pracy przede mną... Ważne, że pierwsze kroki poczynione pozytywnie:).

Może i mam dziewiętnaście lat i może rozum niekoniecznie odpowiadający wiekowi, może nieadekwatne marzenia, zachowania, spostrzeżenia, lęki. Znów jednak wierzę, że jest tak, jak być powinno; najodpowiedniej.

Jutro wracam. Wracam do miasta, w którym tylu ludzi pokłada nadzieję. I mimo, że czeka mnie teraz czas wytężonej nauki; czas złości na siebie, że znów wszystko "na ostatnią chwilę", "w porę"; że czeka mnie brak czasu, mówienie sobie "jutro" i denerwowanie się na siebie, że się siebie w tym posłuchało; że nastąpi niewątpliwie okres "nie wiem w co ręce włożyć" chcę tam wrócić, choć nie wiem, jak będzie i mimo tego, że może być trudno. Tam jest inaczej. Tam człowiek poznaje siebie, uczy się być ze samym sobą...

sobota, 2 stycznia 2010

mówię

Lód jest tak cienki, że boję się, że się utopię. Może to czas, by znów powiedzieć sobie dość? Może to czas, by zacząć wszystko od nowa? Może to najlepsze wyjście mimo, że się nie chce powiedzieć sobie dość, że się tak bardzo nie chcę, że nie chce się znów zaczynać. Było tak dobrze, że mówienie, że zawsze mogło być gorzej jest farsą.
O nie! Teraz naprawdę zrobię coś egoistycznego, prawdziwie egoistycznego. Koniec. Trudno, że tak. Boli, że tak. Nieważne. Może jednak nie będzie tak źle, kiedy powiem "dość!". Mówię...

piątek, 1 stycznia 2010

może jeż byłby bezpieczny...

Jest taki czas, kiedy chciałabym być ślimakiem lub żółwiem. Może gdybym schowała się pod twardą skorupą byłoby łatwiej. Istniałaby jakaś nadzieja, że ktoś z góry zapuka chcąc zobaczyć, czy ktoś jest w środku. Chociaż może lepiej byłoby być jeżem. Zwiniętym w kulkę, kolącym z obawy przed naturalnymi wrogami. Tylko sadyści zraniliby jeża. Nikt by jeża nie podeptał, bo chociażby byłoby mu szkoda butów. Przydeptanie ślimaka lub żółwia zdecydowanie częściej się zdarza. Będąc jeżem mogłabym zagryzać węże, jeść ślimaki. Tak, jeż to lepszy pomysł. Możliwe, że byłabym w stanie poddać się hibernacji w niekorzystnej dla mnie porze. Potem miałabym podobną temperaturę ciała do człowieka. Może udałoby mi się nie zostać przejechaną na drodze. Będąc jeżem nie żyłabym już od dziewięciu lat; gdybym jednak była wyjątkowym przypadkiem byłabym pod ochroną...
Czasem potrzeba mi pancerza, czasem pancerza pokrytego kolcami.

Czy jeszcze kiedyś uda mi się poczuć pewność? Czy jeszcze kiedyś będzie tak, jak było? Może w pewnych sytuacjach nadzieja jest samobójstwem duszy, bo jeśli istnieje limit na spełnianie marzeń czyniących człowieka w pełni szczęśliwym, to może właśnie się go wykorzystało?