piątek, 29 stycznia 2010

śmieci pod dywanem - dobrze, że nie mam dywanu...

To nie ma sensu, kiedy ludzie mówią Ci o jakimś problemie, a potem zarzucają Ci, że za bardzo się przejmujesz.
To nie ma sensu, kiedy ludzie zwracają Ci uwagę, a sami w podobnych sytuacjach postępują identycznie jak Ty, ale to tylko Ty robisz źle - im wolno, oni są OK.
To nie ma sensu, kiedy mówią Ci, że źle się z Tobą dzieje, że powinno się coś zmienić, a kiedy decydujesz się na tak trudne "pomóż mi, skoro czegoś nie widzę" mają Cię w dupie. Więc po co mówili? Żeby pokazać, że jesteś zamiecionym pod dywan śmieciem, który od czasu do czasu wylezie spod dywanu?


"Jam nieudacznik, grafoman i śmieć
Tylko tu możesz być Bogiem, na wszystkich podnosisz nogę
I załatwiasz te sprawę jak pies

Kto z tego napięcia pierdolnie ze szczęścia!"

poniedziałek, 25 stycznia 2010

Ten świat to chyba kosmiczne nieporozumienie...



cudnie jest;) /z uśmiechem przesączonym sarkazmem/

czwartek, 21 stycznia 2010

pu-łapka na myszy

Myślę, że to się tak nie da...
Ser zawsze był w centrum zainteresowania, miał swoich wielbicieli, swoją aprobującą go grupę. Nagle zmieniło się otoczenie i  Ser z przyczyn wyższych spotkał się z Myszą. Polubili się, dużo rozmawiali., wyglądało, że się rozumieją. Ser powoli wyciągał Mysz z przeszłości. Stawał się dla Myszy kimś bliskim, jak skóra, rozumiejącym, akceptującym. Problem w tym, że to Mysz wybiła się w towarzystwie. Mysz tego potrzebowała, dla Myszy stawało się coraz lepiej, ale dla Sera chyba nie. Było dobrze do czasu, kiedy Serowi wszystko się układało, kiedy mógł rozumieć wszystko na swój sposób, narzucać opinie, może nawet manipulować. Ser zaczął  w pewnym momencie zauważać, że nie jest już taki fajny, że sprawy Myszy czasem przysłaniają jego osobę, że to Mysz zaczyna decydować, potrafi już konsekwentnie trzymać się swojego zdania. Zaczęło się psuć. Powoli. Sukcesywnie. Ser wymagał dużo od Myszy. Mysz czuła, że dobrze będzie, kiedy coś zmieni, że tak trzeba, tak będzie lepiej dla wszystkich. Problem w tym, że Ser wymagając od Myszy nie wymagał tak samo wiele od siebie. By znów się wybić Ser zaczął przytłaczać Mysz, psychicznie gnębić i dołować. Może nieświadomie, ale jednak. To Ser jest fajny, a Mysz... Mysz istnieje, ale nie należy sprawić, by poczuła, ze jest fajna. Już nie. Ser znalazł nowych przyjaciół, zmienił się, rani, ale to Myszy wypomina egoizm. Ser się nie przejmuje. Ser bywa już tylko taki, jak dawniej. Mysz musi bardzo uważać, co mówi i kiedy i musi trafić na odpowiedni humor Sera.  Mysz nie ma siły na domysły, chciałaby wyjaśnić, ale się nie da. Bo Ser uważa, że to Mysz wszystko robi źle. Ser nigdy nie powiedział, że coś nie jest winą Myszy, kiedy Mysz tak myślała. Serowi było i jest z tym dobrze, kiedy Mysz bierze na siebie całą winę, bo wtedy czuje, że dominuje, że to on stawia warunki. Ser nie chce się spotykać z Myszą, bo są już inni, lepsi, ciekawsi. Mysz jest nudna. Mysz jest tylko wtedy, kiedy już nie ma nikogo innego, albo kiedy jest naprawdę źle. Wtedy Mysz jest Serowi potrzebna. Mysz wg Sera ciągle przesadza, a Mysz potrzebuje czasem postawienia do pionu, a nie zniżenia do parteru i przydeptania z uśmiechem na twarzy. Ser znalazł inny świat, Mysz wadzi, Myszą można pograć, Myszą można się nie przejmować, Mysz można zranić...
Ser nie rozumiał Myszy, to było złudzenie.Ser nie chce zrozumieć Myszy. Gdyby rozumiał byłoby inaczej. Może to Ser powinien zastanowić się nad egoistycznością, a nie Mysz? Mysz chciałaby znaleźć rozwiązanie, ale może jedynym słusznym jest koniec, koniec mimo trudności? Wyrzucenie Sera i zbudowanie/stworzenie lepszej Myszy?


Takie Sery mówią, że "Jesteś mały"...







"Myszy i ludzie"
... ludzie?

środa, 20 stycznia 2010

Najważniejsze to na nic nie czekać.

Słucham ostatnio zbyt często "Somewhere over the rainbow".

Perfidne kolokwium, gdzie prawdopodobieństwo zdania w moim przypadku doszło do liczby nieskończenie małej. Przykro.

Czegoś bardzo mi brakuje, dziś szczególnie...


poniedziałek, 18 stycznia 2010

niewiele umiem;/

Czuję, że nic nie pamiętam z wczorajszej całodniowej nauki... po prostu piękne uczucie;/. Ale tak sobie myślę, że jeden egzamin już zaliczony, ocena z wf ma być, z technologii już też mam, dziś oddałam pracę z filozofii. Jeszcze 4 egzaminy + 1 zaliczenie i koniec. Może jakoś przeżyję, oczywiście z postanowieniem: "od następnego semestru zabieram się do systematycznej nauki...". Mam jednak nadzieję, że będzie mi dany ten następny semestr...
Ciekawe, czy facet od filozofii uzna w ogóle mój temat... ale dowolny, to dowolny, więc, jak się uczepi, to nie wiem, co będzie;/.

Gość w kserze myślał, że nie wiem, co drukuję, a ja wiedziałam doskonale. Nie udało mu się też wmówić mi, że za szybko wyciągnęłam pendriva, co skłoniło go, do zapytania ile stron będzie wydrukowane, a również wiedziałam, że 9. Zamotał się biedak i miał problemy z wydaniem reszty, kiedy dałam mu 2 zł, mając do zapłacenia 1,35. Oj... piękna sprawa:P

tak trochę...

Dlaczego czasem jest tak, że człowiekowi jest tak trochę przykro? Niby wszystko rozumie, a jednak...Może ja za dużo wymagam, może to zbyt wiele... Może powinnam wszystko odpuścić, może...

niedziela, 17 stycznia 2010

stadium niedokończone

Ojej... takie zdjęcie na tapecie. No bardzo mi się spodobało. Wiem, nic mądrego, że je "przymierzyłam". Ładnie wyglądało, oj nawet bardzo. Ale cóż... to dopiero byłaby przesada, gdybym je zostawiła... to byłaby przesada przesad.... Ale tak myślę teraz, że nie miałabym nic przeciwko, gdybym mogła je z czystym sumieniem zostawić. Ale jak na razie nie mogę i to zapewne najlepsza z możliwych sytuacji. Niezbyt mądre pomysły (zawsze to lepiej brzmi niż "głupie") przychodzą człowiekowi do głowy, kiedy mózg znajduje się na skraju wyczerpania pamięciowego, mimo, że wiele mu nie zaaplikowano.Ostatecznie z foki przeszło w rekina., co też jest "rewelacyjną" odmianą :P.
KONIEC, Bóg jeden wie, co jeszcze człowiekowi przyjdzie do głowy. Nie pozostaje nic innego, jak wyśmiać samą siebie i powrócić do stadium "już niewiele pozostało do końca". O, tyle!

"wyjedź ze mną..."

Dlaczego ja nie mam pasji takiej cholernie wciągającej po uszy, gdzie zapomina się o całym otaczającym świecie? Ze strachu? Być może... Strachu przed porzuceniem mnóstwa innych przypadków zajmowania czasu w celu poświęceniu się temu jednemu... "bo jeśli jednak to nie będzie to?". No bez sensu trzeba przyznać. Myślenie godne pogrzebu i to natychmiastowego. Oj... trzeba się zabrać za siebie, coby nie popaść w skrajny przypadek destrukcji być może nawet, że nikłej inteligencji. Budzę swój umysł. Tak! W stopniu bardzo zaawansowanym. Musi wyjść!

Uczę się, codziennie przestawiam budzik na późniejszą porę, ale podobno się uczę. W tej chwili podobno także, co widać bardzo dobitnie;). Piję mleko waniliowe?! z piękną data ważności wyznaczoną na 14 luty 2010. Nie mam jakoś specjalnej sympatii do tej daty, ale cóż... nie było z inną na sklepowej półce...

Żebracy przy kościołach! Trochę inteligencji! Biedni jesteście, a kartki macie zafoliowane, napisane ładnie na komputerze i to kolorową czcionką, pomińmy, że mało składnie, ale jednak. Rozumiem, że komputer to niejako już znak czasów i praktycznie jest w każdym domu (z pewnymi wyjątkami jednak, ale tu zgeneralizujmy), ale bieda, to bieda. Tak mniemam, że biednego nie stać na taki luksus. Że niby uzbierał i w kafejce wydrukował, czy gdzieś tam, skoro czasem śpi na dworcu? hmmm... biedny to chyba liczy każdy grosz... Ludzie... trochę wiarygodności!

Jakoś tak mi od rana chodzi po głowie bez powodu... klik

Mleko się skończyło. Wracam do nieudolnej nauki w wersji "to opuszczę, bo oczywiste, tamtego mi się nie chce tak dokładnie."

sobota, 16 stycznia 2010

sieć

"Pierwotnie, sieć to wyrób ludzki lub pająka (sieć pajęcza/pajęczyna ) o strukturze siatki, z nici lub sznurków, z surowców naturalnych lub syntetycznych (tradycyjnie wiązanych w tzw. oka) i przeznaczony do łapania jakiejś ofiary.
Ten termin został adaptowany w przenośni w wielu dziedzinach, od języka codziennego do naukowego i oznacza zwykle coś co ma dominującą fizyczną lub abstrakcyjną ale niezbyt uporządkowaną strukturę siatki. Na co dzień, w użyciu metaforycznym jest też synonimem pojęcia siatka."

Ciekawa ta wizualizacja dróg w części Internetu...praktycznie, jak nałożone na siebie neurony lub fajerwerki. Intrygujące...

Ciekawe w ile sieci wpada przeciętny człowiek w swoim życiu...

Wyczuwam od jakiegoś czasu niegasnącą potrzebę rozmowy o życiu... Tylko, czy ktokolwiek by to wytrzymał... Może tak właściwie potrzebny mi kubeł zimnej wody? Reflektuje ktoś na cokolwiek? Nie? Posłucham Listy Przebojów Programu Trzeciego, bo dawno mnie tam nie było, umyję się,  napiszę pracę na komunikację, może znów zacznę czegoś uczyć o ile nie będę czuć zmęczenia, zasnę...

piątek, 15 stycznia 2010

brak ignorancji

Czy życie polega na tym, by ciągle wracać, czy na tym, by iść do przodu? A może potrzeba nam tych ciągłych powrotów, by pewniej stawiać kroki ku przyszłości? Taka teoria wiecznych powrotów, którą dzięki tej notce odkryłam, że istnieje?

Piękny stan, kiedy okrywa się się dlaczego czuje się niekomfortowo, choć ma się świadomość, że to, co się zdarza jest piękne samo w sobie. Zwyczajnie nie jest się ignorowanym. Dlatego.

środa, 13 stycznia 2010

choroba na - wiedza

Pierwsze zajęcia opuszczone z przymuszonej woli. Chociaż teoretycznie mogłam pójść i się pomęczyć rozsiewając to coś, co mnie złapało... ale chyba bym zamarzła w porywach zasypiając i mając trudności z przełykaniem śliny. Oczywiście zamiar oddania projektu z technologii legł przez to w gruzach, kilka wydruków również. Być może miałam gorączkę, ale nie mam jej czym zmierzyć. Może noszę w sobie ścięte białko i jestem ewenementem, który jeszcze żyje. Zamiast ruskich pierogów pożeram kolorowe pastylki w nieco droższej wersji i zakupionej z samego rana. Ale to chyba jeszcze nie jest ten czas, kiedy powinnam rozpocząć zapasy przywiezione z domu. Poza tym połykanie prawie w całości nie jest niczym przyjemnym wobec bolącego gardła. Oby tylko jutro było już ze mną lepiej... Nie chcę tak marnować czasu na czytanie i nic nierozumienie okraszone snem.


"tłumacze sobie, że to nie jest strach, bo nieodwaga lepiej brzmi... "

wtorek, 12 stycznia 2010

ziewam

Zachowam się głupio: ojejku, jejku zauważyli i poparli mnie na forum mego zacnego kierunku! Czyż to nie piękne?:P ach...

A to dobre:P

Uczulenie na egzaminy? Znów bolące gardło. Tym razem w wydaniu z problemem w ziewaniu. Znów Gripex i tabletki przeciw bólowi gardła. Nie wiem tylko, czy boli mnie wszystko po basenie, czy tak bardzo mnie coś zbiera. Do tego pogoda ze wskazaniem na sen. A dziś jakoś nie mogłam spać w nocy.

Biała czekolada z morelami. Muszę ją schować, bo znowu zjem całą, jak to u mnie ze słodyczami bywa. W klatce niedaleko mają kota Mateusza. Jakoś jestem przeciwna ludzkim imionom nadawanym zwierzętom. Kompletnie mi się to nie podoba. Starosta nasz to największe ciopro jakie mogło się trafić. Nierozgarnięty i wkurzająco olewczy. No po prostu wziąć takiego i rozdeptać jak paluszki wkomponowując go w podłoże. Ale i tacy żyją na tym świecie jak widać;/. Ludzie gadający półgłosem na wykładach za plecami lub gdziekolwiek w tym czasie też okropnie denerwują.

I dostałam wczoraj żółtego balonika. Biedak w końcu się skurczy:(.

Lubię go jakoś i trójkowy jest i lekki taki w wydawaniu dźwięków:)

niedziela, 10 stycznia 2010

Zygzak, jaki Zygzak!

Pierwszy raz na takich, w sumie filmowych, dziecięcych urodzinach. Urodzinach z mnóstwem balonów na ziemi, z papierowymi kolorowymi talerzykami i kubkami, z tortem w kształcie Zygzaka Mcqueen'a. Fajnie było, naprawdę. Czas, kiedy można było o wszystkim zapomnieć, naprawdę o wszystkim.

Studia, tak... weryfikują wiele spraw. Mało o nich piszę, bo tyle dzieje się obok. Mam nadzieję, że nikt nie wykorzysta tego, że wkłada się w coś serce na tyle, by zapomnieć o swoich sprawach i oddać się sprawom innych. Jednak jeszcze mam nadzieję.

I jeszcze gdzieś czasem wierzę, że wszystko skończy się dobrze...

Usłyszane u nich o złych chłopcach samo siedzi w głowie. I dobrze się kojarzy mimo takiego tekstu, boję się, że za dobrze...

sobota, 9 stycznia 2010

Wydawało mi się, że oczekiwałam niewiele. Ale jednak dla mnie to musiało być zbyt wiele. Teraz uczę się nie oczekiwać niczego. Niczego. Może to będzie najlepszy sposób...

I said, everything's gonna be all right-a!    ?
Everything's gonna be all right!          ?
Everything's gonna be all right, now!    ?
Everything's gonna be all right!    ?

niech będzie

Pada marznący deszcz. Jest tak szaro, że chyba najrozsądniej byłoby iść spać. Przywiązanie do ludzi, to chyba najpiękniejsza, ale czasem najgorsza rzecz pod słońcem. Pewne zdarzenia tak mocno wpływają na człowieka, że trudno o nich szybko zapomnieć. Eh... no tak... zapomnieć... Nigdy się nie zapomina, nie da się całkowicie zapomnieć. Co najwyżej można o czymś nie myśleć i to chyba nazywamy "zapomnieniem". Upływający czas daje tylko pewien dystans, a może właściwie tylko tak sobie wmawiamy. Upływający czas daje tą myśl, że minęło już dość długo, by przestać robić cokolwiek.

Drastycznie wykreślono mi fragment życia? Sadystycznie powieszono na niezaciskającym się sznurze pewnie w celu niezadawania bólu i braku świadomości morderstwa. Rozumiem chyba za bardzo sens tego, co się dzieje. Ale jednak w mojej głowie istnieją dwie myśli. Jedna o pseudo samozakończeniu, a druga przejawiająca nadzieję o powrocie do dawnego, dobrego czasu. Tylko, że zbyt wielu ludzi wolałoby, żebym nie istniała, by dominowała myśl druga. Ona zanika coraz bardziej. Zbyt wielu ludziom nie robiłoby różnicy, gdyby mnie nie było. Pewnie tym wszystkim, którzy doprowadzili do "samoistnego" wykreślenia jest lepiej. To tylko mi czasem żal...

Wszystko zależy od kilku początkowych słów. Słów, których pewnie nie będzie. Nie wiem, jakich, ale to nie mogą być słowa ukazujące, że wszystko jest w porządku, bo nie jest. Tylko, że żadnych słów nie będzie. Jestem prawie pewna, że już nie będzie.. Rzadko są, więc niby czemu akurat teraz miałyby być? Bo może nie ma dobrych zakończeń, nawet jeśli niewiele się oczekiwało... Widocznie tak ma być i tak będzie dobrze. To niech będzie, bo czasem nie mam siły. Mimo tego zawsze dla znajomych wykopię czas spod ziemi i zacisnę zęby, jeśli będę czuć, że powinnam, jacykolwiek by nie byli i nie będę robić wobec innych tego, co inni robią wobec mnie. Muszę.

piątek, 8 stycznia 2010

może nie może być inaczej.

Tak sobie myślę, że może dobrze jest, jak jest. Może właśnie tak powinno być. Widać nie może być z jakichś powodów inaczej...

W Tesco nie ma bierek. Na szczęście osiedlowy kiosk uratował mnie z opresji. Niemiła kobieta w  kolejnym ze sklepów, bo nie pozwoliłam sobie narzucić, co mam wziąć, tylko chciałam kupić akurat to, co chcę. I w Tesco żadnych korzystnych promocji na coś słodkiego, więc nie wiem, jak ja będę żyć, kiedy zjem już resztkę posiadanych słodyczowych zapasów...

Zgubiłam gdzieś widelec. Po prostu nigdzie go nie ma. Zaopatrzyłam się więc dziś w nowy tescowy za 92 grosze;) i nawet muszę przyznać, że spełnia swoją rolę.

Ludzie piszący instrukcję do mrożonych pierogów są niekompetentni. Jak można wrzucić do gotującej się wody i nie dopuścić do wrzenia XD?! Chyba jadłabym surowe ciasto, gdyby ich posłuchać. Głupki! Tak swoją drogą przeczytałam skład i zastanowiło mnie, czy bardziej niezdrowej jest jajko w proszku, czy od kury napakowanej jakimś paszowym jedzeniem, żeby szybko urosła? Tak mi się wydaje, że niewielka różnica w niezdrowości.

Na klamce od okna zawiesiłam czapeczkę mikołajową odklejoną od pudełka po czekoladkach. Wiem, że w porę, ale lepiej późni niż wcale. Jeszcze wypiję herbatę, chwilę się prześpię (chyba, że mi przejdzie) i zacznę się uczyć, czytać, pisać, czy cokolwiek. Może przynajmniej to się uda...

czwartek, 7 stycznia 2010

z czasem się nauczę...

Gdzieś przede mną pierwsza sesja, a ja jakoś daleko mam do nauki. Muszę się zmobilizować i naprawdę zacząć coś robić, porządnie robić, bez taryfy ulgowej. Oby chociaż to się udało...

Dzisiejszy wykład z mikro: "Dopóki nie spotkałem mojej kobiety, to myślałem, że takie wyginęły już w plejstocenie". Cokolwiek to znaczy, brzmi intrygująco:P. Specyficzne poczucie humoru, z inteligentnym wydźwiękiem? Taka miłość człowieka nauki...

Brakuje mi rozmów. Ale kiedyś całkowicie przyzwyczaję się do ich braku. Nie upijam się już czekoladkami "Mon Cheri", bo się skończyły. Całe pięć w odstępach dniowych zostały wchłonięte. Takiż alkoholizm...

W sytuacjach przyzwyczajenia, braku, niepowodzenia, postanowień trzy dni są przełomowe. Potem człowiek bardziej się przyzwyczaja do nowych sytuacji i jest jak jest; z czasem w końcu staje się lepiej.... ale to z czasem... niekoniecznie po trzech dniach.

środa, 6 stycznia 2010

Wczoraj na pewno nie było lepiej. Dziś na pewno nie jest gorzej. A jutro?

poniedziałek, 4 stycznia 2010

tak jakby nie do końca tak

Wiem, że mi czegoś brakuje. Nawet bardzo mi brakuje i nawet wiem czego. Ale może tak właśnie ma być. Może potem będzie lepiej. Oby...

Dziwnie mi po tym powrocie. Jakby wszystko od nowa. Za dużo było wolnego. Teraz jakby znów powrót do początku. No bez sensu. Może jutro będzie lepiej?

niedziela, 3 stycznia 2010

może przez to miasto...

Dzięki pewnej Wyjątkowej osobie wiem, że zrobiłam wewnętrzne postępy prywatnej zmiany. Piękna ta świadomość, że mozolna praca nad sobą objawia się jakimiś efektami. Ach... egoistycznie się z tego cieszę. Wiem, że gdyby nie poczucie zrozumienia nic by się nie udało, sama nie dałabym rady. Ale jeszcze dużo pracy przede mną... Ważne, że pierwsze kroki poczynione pozytywnie:).

Może i mam dziewiętnaście lat i może rozum niekoniecznie odpowiadający wiekowi, może nieadekwatne marzenia, zachowania, spostrzeżenia, lęki. Znów jednak wierzę, że jest tak, jak być powinno; najodpowiedniej.

Jutro wracam. Wracam do miasta, w którym tylu ludzi pokłada nadzieję. I mimo, że czeka mnie teraz czas wytężonej nauki; czas złości na siebie, że znów wszystko "na ostatnią chwilę", "w porę"; że czeka mnie brak czasu, mówienie sobie "jutro" i denerwowanie się na siebie, że się siebie w tym posłuchało; że nastąpi niewątpliwie okres "nie wiem w co ręce włożyć" chcę tam wrócić, choć nie wiem, jak będzie i mimo tego, że może być trudno. Tam jest inaczej. Tam człowiek poznaje siebie, uczy się być ze samym sobą...

sobota, 2 stycznia 2010

mówię

Lód jest tak cienki, że boję się, że się utopię. Może to czas, by znów powiedzieć sobie dość? Może to czas, by zacząć wszystko od nowa? Może to najlepsze wyjście mimo, że się nie chce powiedzieć sobie dość, że się tak bardzo nie chcę, że nie chce się znów zaczynać. Było tak dobrze, że mówienie, że zawsze mogło być gorzej jest farsą.
O nie! Teraz naprawdę zrobię coś egoistycznego, prawdziwie egoistycznego. Koniec. Trudno, że tak. Boli, że tak. Nieważne. Może jednak nie będzie tak źle, kiedy powiem "dość!". Mówię...

piątek, 1 stycznia 2010

może jeż byłby bezpieczny...

Jest taki czas, kiedy chciałabym być ślimakiem lub żółwiem. Może gdybym schowała się pod twardą skorupą byłoby łatwiej. Istniałaby jakaś nadzieja, że ktoś z góry zapuka chcąc zobaczyć, czy ktoś jest w środku. Chociaż może lepiej byłoby być jeżem. Zwiniętym w kulkę, kolącym z obawy przed naturalnymi wrogami. Tylko sadyści zraniliby jeża. Nikt by jeża nie podeptał, bo chociażby byłoby mu szkoda butów. Przydeptanie ślimaka lub żółwia zdecydowanie częściej się zdarza. Będąc jeżem mogłabym zagryzać węże, jeść ślimaki. Tak, jeż to lepszy pomysł. Możliwe, że byłabym w stanie poddać się hibernacji w niekorzystnej dla mnie porze. Potem miałabym podobną temperaturę ciała do człowieka. Może udałoby mi się nie zostać przejechaną na drodze. Będąc jeżem nie żyłabym już od dziewięciu lat; gdybym jednak była wyjątkowym przypadkiem byłabym pod ochroną...
Czasem potrzeba mi pancerza, czasem pancerza pokrytego kolcami.

Czy jeszcze kiedyś uda mi się poczuć pewność? Czy jeszcze kiedyś będzie tak, jak było? Może w pewnych sytuacjach nadzieja jest samobójstwem duszy, bo jeśli istnieje limit na spełnianie marzeń czyniących człowieka w pełni szczęśliwym, to może właśnie się go wykorzystało?