sobota, 9 stycznia 2010

niech będzie

Pada marznący deszcz. Jest tak szaro, że chyba najrozsądniej byłoby iść spać. Przywiązanie do ludzi, to chyba najpiękniejsza, ale czasem najgorsza rzecz pod słońcem. Pewne zdarzenia tak mocno wpływają na człowieka, że trudno o nich szybko zapomnieć. Eh... no tak... zapomnieć... Nigdy się nie zapomina, nie da się całkowicie zapomnieć. Co najwyżej można o czymś nie myśleć i to chyba nazywamy "zapomnieniem". Upływający czas daje tylko pewien dystans, a może właściwie tylko tak sobie wmawiamy. Upływający czas daje tą myśl, że minęło już dość długo, by przestać robić cokolwiek.

Drastycznie wykreślono mi fragment życia? Sadystycznie powieszono na niezaciskającym się sznurze pewnie w celu niezadawania bólu i braku świadomości morderstwa. Rozumiem chyba za bardzo sens tego, co się dzieje. Ale jednak w mojej głowie istnieją dwie myśli. Jedna o pseudo samozakończeniu, a druga przejawiająca nadzieję o powrocie do dawnego, dobrego czasu. Tylko, że zbyt wielu ludzi wolałoby, żebym nie istniała, by dominowała myśl druga. Ona zanika coraz bardziej. Zbyt wielu ludziom nie robiłoby różnicy, gdyby mnie nie było. Pewnie tym wszystkim, którzy doprowadzili do "samoistnego" wykreślenia jest lepiej. To tylko mi czasem żal...

Wszystko zależy od kilku początkowych słów. Słów, których pewnie nie będzie. Nie wiem, jakich, ale to nie mogą być słowa ukazujące, że wszystko jest w porządku, bo nie jest. Tylko, że żadnych słów nie będzie. Jestem prawie pewna, że już nie będzie.. Rzadko są, więc niby czemu akurat teraz miałyby być? Bo może nie ma dobrych zakończeń, nawet jeśli niewiele się oczekiwało... Widocznie tak ma być i tak będzie dobrze. To niech będzie, bo czasem nie mam siły. Mimo tego zawsze dla znajomych wykopię czas spod ziemi i zacisnę zęby, jeśli będę czuć, że powinnam, jacykolwiek by nie byli i nie będę robić wobec innych tego, co inni robią wobec mnie. Muszę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz