niedziela, 10 stycznia 2010

Zygzak, jaki Zygzak!

Pierwszy raz na takich, w sumie filmowych, dziecięcych urodzinach. Urodzinach z mnóstwem balonów na ziemi, z papierowymi kolorowymi talerzykami i kubkami, z tortem w kształcie Zygzaka Mcqueen'a. Fajnie było, naprawdę. Czas, kiedy można było o wszystkim zapomnieć, naprawdę o wszystkim.

Studia, tak... weryfikują wiele spraw. Mało o nich piszę, bo tyle dzieje się obok. Mam nadzieję, że nikt nie wykorzysta tego, że wkłada się w coś serce na tyle, by zapomnieć o swoich sprawach i oddać się sprawom innych. Jednak jeszcze mam nadzieję.

I jeszcze gdzieś czasem wierzę, że wszystko skończy się dobrze...

Usłyszane u nich o złych chłopcach samo siedzi w głowie. I dobrze się kojarzy mimo takiego tekstu, boję się, że za dobrze...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz