sobota, 27 lutego 2010

jeszcze inaczej

Lubię wracać i padać z nóg. Lubię wracać tak, że człowiek pada na łóżko i uśmiecha się do sufitu.

Sok kaktusowy ma całkiem niezły smak, no... może jest za bardzo słodki jak dla mnie, ale ogólnie smakuje całkiem... całkiem:P.

Pomyłki czasem przepełnią pozytywnością, oj tak. Z całej pomyłki wyszło przyszłe spotkanie.
"tak że pamiętaj" - trudno to będzie zapomnieć:P, jakkolwiek by to zapisać.

A lato w końcu będzie;)

niedziela, 21 lutego 2010

"Żeby tęsknić trzeba kochać"
spodobało mi się to zdanie. Tak samo w sobie, bez jakiegoś szczególnego zastanawiania się "jak to się ma do mnie?".

Może zrobię coś ważnego. Może uda mi się o czymś kiedyś pogadać. Tylko, czy dobrze będzie, jeśli uzyskam tyle odpowiedzi? Obmyślę plan, który weźmie w łeb;), najpewniej.

piątek, 19 lutego 2010

gdyby tak było...

"w dowolnie wybranym czasie..."

Taki piękny sen, sen z przesłaniem. Sen o przeznaczeniu, nieuchronności losu, o tym, że wszystkie drogi, jakie podejmiemy i tak doprowadzą nas do tego, co nam pisane. Śnił mi się jakiś mężczyzna. Miał jedno życie, ale w trzech odsłonach; jeden cel, do którego mógł dotrzeć trzema różnymi drogami: tą, którą podążał, drogą, podczas której podejmował mnóstwo działań, by przyspieszyć dotarcie do celu i tą, podczas której zdawał się raczej na rezygnację z celu niż jego osiągnięcie. 
Droga, którą podążał wydawała się racjonalna, wyważona, przemyślana - mnóstwo dedukcji, skupienie na niepopełnianiu błędów. Dotarł do celu, ale z jakąś świadomością, że mógł to zrobić szybciej, wtedy dłużej odczuwałby szczęśliwość.
Droga oddana większej rezygnacji i tak w końcu pokazała mu szczyt, jednak czas znowu odegrał znaczącą rolę. Żałował, że się właściwie poddał, że tak słabo wierzył, przez co utracił tyle szans na większą szczęśliwość, że mógł być dłużej szczęśliwy, że gdyby szybciej osiągnął cel odczuwałby większą radość.
Droga przepełniona działaniem i tak nie dała mu pełni szczęścia.Osiągając cel miał świadomość jego piękności i czuł, że mógł go osiągnąć jeszcze szybciej, przez co jego życie byłoby jeszcze piękniejsze.
Każda z tych dróg pokazała mu, że do tego samego celu można dojść różnymi drogami, ale kiedy w grę wchodzą rzeczy naprawdę dla nas ważne i wielkie, rzeczy na których nam zależy, ludzie, którzy są dla nas czymś więcej niż tylko jednym z reprezentantów tego samego gatunku nie należy pozostawać bezczynnym, należy walczyć o to, co jest dla nas ważne, o tych, którzy są dla nas ważni, bo szczęście należy łapać  za ogon i dusić, jak cytrynę i sprawiać, by trwało jak najdłużej.



wtorek, 16 lutego 2010

bleh...;/

Skręt żołądka mi grozi. I ten okropny żołądek w przełyku... Ścisk krtani. Okropność. Toż to najgorsza rzecz pod słońcem... ale "samiście se zgotowali ten los"... no nie wiem... Chcę zasnąć i obudzić się w czwartek po południu. I nawet nie wiem, który to już raz tego chcę... Niechże to się wreszcie skończy, niechże to już będzie ostatni raz...

poniedziałek, 15 lutego 2010

nie ma lekarstwa...

Najwidoczniej każda piękna bajka kiedyś musi się skończyć.

Tylko dlaczego kończy się w momencie, kiedy jeszcze nie zdążyliśmy zasnąć?

A może bajki to sny, z których czasem przychodzi nam się budzić?

Niech ta bajka się nie kończy... mogę spać dalej?

Jeśli umierałoby się na głupotę, to które życie przyszłoby mi teraz przeżywać?

Może tylko zależy mi nie na tym, co trzeba...

sobota, 13 lutego 2010

"Then sometimes it seems again that all I have is worry..."

W tym domu nie jest źle. Ten dom ma tylko chory umysł. Po prostu dał się zwariować. To dom, gdzie często zimno w stopy. I to wrażenie, że stoi się obok, jakby na zewnątrz. Dom lęku i obaw. Lęku o upadnięty włos na ziemię, o złe stawianie kroków, o rzeczy położone po prawej zamiast po lewej stronie... I ta świadomość niepodołania oczekiwaniom, tak dalekiej idealności czyichś wyobrażeń z jednoczesnym poczuciem własnego życia. A jeśli człowiek nie wytrzyma, jeśli się podda?

Uciekam w morze słów, w gęstwinie znaczeń płynę. Rękami macham na mieliźnie w nadziei, że popłynę. Przypływ? I ta obawa, że to, co normalne minie. I ta obawa, że to, co piękne zginie. Uważaj, bo być może bez Ciebie zginę.

Bywają rzeczy "za bardzo", które mimo tej świadomości nie potrafimy przemianować na "trochę mniej". I czasem to poczucie, że nie zasługuje się na rzeczy z półki "za bardzo" i łzy w oczach na tę myśl...

Znów jakby wszystko od nowa: od nowa trzeba uwierzyć w szczęście, od nowa nabrać optymizmu, od nowa powiedzieć, że będzie dobrze...  Ile jeszcze razy od nowa? Ile jeszcze razy na przekór ze świadomością, że niektórzy woleliby zapewne, żebym nie istniała... bo na co komu taki ktoś tak bardzo daleki od idealności, tak bardzo nie spełniający oczekiwań...?


przypomniało mi się z "Rewersu": "don't let me misunderstood" i ma w sobie to głębokie "coś"

wtorek, 9 lutego 2010

będzie, bo musi...

Chcę mieć własne miejsce. Takie najprawdziwsze własne miejsce bez musu powrotu. To będzie miejsce z widokiem na niebo. Będę najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem i nie będę się tak bać. Bo nie będzie tak, jak ktoś myśli. Będzie zupełnie na przekór i tak pięknie, że każdego dnia będę dziękować za tą piękność. Nie będę czuć się winna krzywemu stawianiu kroków, upadniętemu długopisowi podczas podawania, nie będę się bać rzuconej czapki do szafki i niestartej kropli wody. Będzie właściwie i akceptowalnie, będzie dobrze choćby na złość, choćby samotnie, ale będzie dobrze. Musi tak być. Musi tak być! ...

poniedziałek, 8 lutego 2010

Ja zrobiłabym inaczej, ale to ja... no cóż... trudno. Ja czułabym pewną odpowiedzialność połączoną z obowiązkiem. Może to złe.

piątek, 5 lutego 2010

powroty

Czy człowiek ciągle musi gdzieś wracać? Nie może być tak, że raz na jakiś czas osiada gdzieś bardziej na stałe i wraca, kiedy mu się podoba, a nie kiedy musi do starych miejsc? Czy to egoizm?
Wiem, że mój świat ma być lepszy. Czy będzie?
Tak czuję, że nie czuję więzi. Na pewno nie tak, jak inni. Czy tutaj są jacyś winni?
Co to ma być?

"Jeżeli samotność nie zostanie pokonana, narasta proces prowadzący do dezintegracji osobowości."

czwartek, 4 lutego 2010

zimowy semestr zamknięty

Są na świecie ludzie wyjątkowi. Chyba, że istnieją przypadki wypaczonego poglądu na życie. Ta wyjątkowość zawstydza. Są na świecie ludzie dający siłę, potrafiący samoistnie wygrzebać kogoś spod gruzu. To wspaniałe, że tacy są.

To mamy odpoczynek od odpoczynku, bo jakoś nie myślę, bym się za wiele uczyła na tych studiach... Jakby nie było, to żywe we mnie uczucie, że stać mnie na więcej. Należy coś wykombinować na najbliższą przyszłość? Czyżby? No nie wiem...
Rajstopy w połączeniu barw #008000 i #30D5C8. Made in Turkey, co należy bezpretensjonalnie podkreślić.Osobiście skłaniałabym się ku połączeniu innych kolorów, ale angielska wersja określenia koloru przedmiotu rozważań sugeruje to, co powyżej. Z zakupów oczywiście najbardziej podoba mi się... reklamówka, którą dostałam -  rewelacyjne kolory zawiera.