wtorek, 6 lipca 2010

inni oni

Myślałam, że dotarcie do pewnego wieku zobowiązuje. Ale być może spotkałam zbyt wielu naprawdę ułożonych ludzi, żeby teraz widzieć różnicę. Poczułam się wewnętrznie staro, bo myślę, że potrafiłabym rozwiązać pewien związkowy problem. Rozmowa dużo by tu dała, ale trzeba jej chcieć, a nie stać w miejscu. Tylko czy tkwienie w stanie "nie wiem" jest poddaniem się? Fakt, sprawa uczuć nie jest nigdy prosta, ale rozmowa, kiedy podchodzi się do niej nie jak do ataku, ale jak do możliwości rozwiązania problemu może zdecydowanie wiele zdziałać. Nie da się wszystkiego rozwiązać samemu.
Czy z wiekiem człowiek coraz mniej sobie radzi w życiu? A może to taki wiek, że myśli się poważnie o pewnych sprawach, a jednocześnie czasem daje się ponieść jakiemuś szaleństwu? I potem staje się z pytaniem "w którą stronę?". Tylko po co sobie mieszać? Może lepiej się nie angażować aż tak? Może robienie czegoś na próbę nie ma większego sensu?
Nie rozumiem nadal do końca i nie potrafię już chyba pomóc. To jakoś demotywuje. Swoiście irytuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz