piątek, 29 października 2010

wyciągnijmy się.

Byłam dziś na dachu Krakowa. Tam muszę kiedyś wrócić.
Chcę trochę więcej życia, żeby ze wszystkim zdążyć, albo przynajmniej braku wyrzutów sumienia, że coś odpuszczam.
Dziś czuję, że nawet jakby się waliło i paliło to MUSZĘ skończyć, co zaczęłam, bo czuję, że to, to TO.
Tylko jak zwykle jednego nie ma... ale cóż... widocznie tak ma być. eee... przecież jest dobrze;)

sobota, 16 października 2010

Bylibyśmy...

bylibyśmy prawie idealni.
ale "nas" nie ma.
najwyraźniej nie będziemy.