niedziela, 17 stycznia 2010

"wyjedź ze mną..."

Dlaczego ja nie mam pasji takiej cholernie wciągającej po uszy, gdzie zapomina się o całym otaczającym świecie? Ze strachu? Być może... Strachu przed porzuceniem mnóstwa innych przypadków zajmowania czasu w celu poświęceniu się temu jednemu... "bo jeśli jednak to nie będzie to?". No bez sensu trzeba przyznać. Myślenie godne pogrzebu i to natychmiastowego. Oj... trzeba się zabrać za siebie, coby nie popaść w skrajny przypadek destrukcji być może nawet, że nikłej inteligencji. Budzę swój umysł. Tak! W stopniu bardzo zaawansowanym. Musi wyjść!

Uczę się, codziennie przestawiam budzik na późniejszą porę, ale podobno się uczę. W tej chwili podobno także, co widać bardzo dobitnie;). Piję mleko waniliowe?! z piękną data ważności wyznaczoną na 14 luty 2010. Nie mam jakoś specjalnej sympatii do tej daty, ale cóż... nie było z inną na sklepowej półce...

Żebracy przy kościołach! Trochę inteligencji! Biedni jesteście, a kartki macie zafoliowane, napisane ładnie na komputerze i to kolorową czcionką, pomińmy, że mało składnie, ale jednak. Rozumiem, że komputer to niejako już znak czasów i praktycznie jest w każdym domu (z pewnymi wyjątkami jednak, ale tu zgeneralizujmy), ale bieda, to bieda. Tak mniemam, że biednego nie stać na taki luksus. Że niby uzbierał i w kafejce wydrukował, czy gdzieś tam, skoro czasem śpi na dworcu? hmmm... biedny to chyba liczy każdy grosz... Ludzie... trochę wiarygodności!

Jakoś tak mi od rana chodzi po głowie bez powodu... klik

Mleko się skończyło. Wracam do nieudolnej nauki w wersji "to opuszczę, bo oczywiste, tamtego mi się nie chce tak dokładnie."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz